Niestraszna mi jesień

Robić na drutach i na szydełku nauczyła mnie babcia, gdy miałam około dziesięciu lat. Robiłam wówczas głównie ubranka dla lalek. Miałam najlepiej ubrane lalki na całym podwórku (było to w czasach, gdy dzieci wychowywały się na podwórku).

Później przeszłam etap dziergania rzeczy użytkowych: poduszek, serwetek, podkładek pod garnki. Gdy byłam już dorosła, robiłam swetry dla siebie, ale jakoś zawsze odrobinę się ich wstydziłam, szczytem mody był wtedy turecki sweter kupiony na bazarze.

Następnie robiłam sweterki dla córki. Miałam najlepiej ubraną córkę w całej piaskownicy (były to czasy, gdy piaskownica służyła dzieciom do zabawy, a nie psom do sikania).

A potem porzuciłam moje hobby, choć było (i jest) moją wielką miłością. Zapomniałam o dzierganiu na kilka lat. I nagle, w dobie Internetu, okazało się, że osób, które kochają dziergać jest całkiem sporo, a sztuka robienia na drutach niesamowicie ewoluowała i rozwinęła nowe techniki (np. ulubione przeze mnie dzierganie bezszwowe, gdyż nigdy nie lubiłam zszywać elementów dzianiny).

To było jak odkrycie Ameryki. Do tego piękne włóczki, takie szlachetne, ekskluzywne, ręcznie farbowane (moja miłość) i wzory projektowane przez zdolne dziewczyny. A jak poznałam Ravelry, to już przepadłam na dobre.

I tak powoli, posiłkując się wytycznymi zdolnych blogerek, zaczęłam zgłębiać techniki bezszwowe i oto już kolejny rok, wciąż uczę się czegoś nowego. Czasami tak sobie dziergam i myślę, że moja babcia byłaby ze mnie dumna.

Ostatnio skończyłam sweterek z myślą o nadchodzącej jesieni i zimie.


Prosty golf z nieco przedłużonymi rękawami, które można wywijać, albo i nie, w zależności od nastroju.


Zrobiony z ciekawej włóczki Lace Paillettes od Lana Grossy, kupionej w Amiqsie w zasadzie z zamiarem popełnienia chusty. Jednak po zrobieniu próbki możliwość była tylko jedna: sweter.


Robiłam od góry, bez wzoru, golf na końcu. Sama prostota, nic więcej nie potrzeba przy tego rodzaju włóczce o ciekawym wyglądzie, wzbogaconej o delikatne cekiny (naprawdę delikatne) i ciekawym składzie (45% alpaka, 20% wełna, 15% bawełna, 15% poliamid, 5% poliester).


Sweterek już wypróbowany. Ciepły, ale leciutki, niemal piórkowy i co najważniejsze milutki,  nic a nic nie gryzie. Bardzo wygodny i przyjemny w noszeniu.

Teraz jesień mi niestraszna.

Kolejny projekt mam już na drutach. Napiszę o nim wkrótce.

Komentarze