Breaking the Waves w kolorze atramentu

Są rzeczy, które przychodzą z trudem. Trzeba swoje wycierpieć, wypracować, wyczekać, żeby na finiszu była radość. 
Są też rzeczy, które przychodzą z łatwością. Patrzysz na coś, myślisz - zrobię to, bierzesz się do pracy i już ... są efekty. 
Życie składa się i z jednych i z drugich. I tak być musi. 
Musi być zachowana równowaga, balans, żeby doceniać to, co się osiąga i umieć  cieszyć się nawet z najdrobniejszych rzeczy.

Taką łatwą i przyjemną w wykonaniu rzeczą był dla mnie sweterek, o którym chcę dziś napisać. Ogoniasty. 

Oglądałam na blogach swetry o tej konstrukcji, wydziergane przez zdolne ręce i pomyślałam, że ogoniasty to jest to coś. Przede wszystkim brakowało mi takiego w szafie. A jak czegoś brakuje, to wiadomo ... już, teraz, natychmiast.  

Nie szukałam zbyt długo na Ravelry. Wybór padł na Breaking the Waves od Justyny Lorkowskiej. Wzór jest świetnie rozpisany, kto już robił, ten wie. 

Dla mnie ten projekt był wielką przyjemnością. Robiłam, tak jak w opisie, z Malabrigo Sock, ale w kolorze Cote D'Azure. Potrzebowałam granatowego sweterka, innego, niż te, które mam w szafie. I oto jest. Mój atramentowy ogoniasty. 

Korzystając z przepięknej jesiennej pogody, namówiłam Mojego Męża (MM) na leśny spacer w towarzystwie aparatu. Dzięki Niemu mogę pokazać atramentowego ogoniastego w całej okazałości. 

Niech zazdrości, kto nie ma. Niech dzierga, kto potrzebuje.  








MM się spisał.

Do zobaczenia wkrótce.

Komentarze