Jesienne i remontowe emocje, czyli nowy dom (3)

Tegoroczna jesień nie jest zbyt łaskawa. Kolory piękne, ale słońca mało. Raptem kilka dni poświeciło, a dziś znów pogoda zachęca tylko do założenia kaloszy i poskakania po kałużach. Muszę sobie sprawić nowa parę, bo naprawdę przydałoby mi się takie lekarstwo na rozładowanie emocji.

Nie jestem dobra w radzeniu sobie z wieloma rzeczami na raz. Tzn. potrafię ogarnąć je logistycznie, ale nie umiem przyjąć zbyt wielu emocji. Puchnę od nadmiaru wrażeń i czuję się ociężała mentalnie. Wciąż uczę się rozbrajania emocji po trochu, partiami, aby nie wypełniały mnie całej. 

Nastał teraz czas takiego właśnie nadmiaru wewnątrz mnie. Zdenerwowania, czy wszystko się uda na czas. Cóż, wiadomo już, że niestety, ale nie uda się. Podłogi nie położymy w tym miesiącu, jest zbyt wilgotno. Trzeba suszyć nasz nowy dom i czekać. Tak więc nie przeprowadzimy się w ciągu najbliższych tygodni i jeszcze trochę pomieszkamy tu, czyli w mieszkaniu, które odziedziczyłam po mojej mamie. 

Trudno mi się tu mieszka. Każdy kąt przypomina mi mamę, a że zmarła niedawno, na początku tego roku, wszystko jest jeszcze żywe we mnie i bardzo mi jej brakuje. Trudno mi o tym pisać i nie jest to temat na tę chwilę. 

Wracam więc każdego dnia po pracy do tego miejsca, które nie jest moim miejscem i próbuję udawać, że jestem dzielna. 

Tymczasem w nowym domu kończy się malowanie. Ściany, w przeciwieństwie do podłóg, schną szybko. Zaliczyłam jedną skuchę z wyborem kolorów farb. Wybrałam kilka pięknych odcieni szarości z próbnika. Niestety po pomalowaniu okazały się to być kolory nie szare, ale niebieskie i fioletowe. Byłam wściekła i załamana jednocześnie. Naprawdę nie znajduję wytłumaczenia, jak to się stało. 

Nie mogłam patrzeć na tak pomalowane ściany, więc MM wziął sprawy w swoje ręce i sam wybrał i kupił "normalną szarość". Pokoje zostały przemalowane i poza stratą pieniędzy, uznaję, że nic wielkiego się nie stało. Jestem zadowolona.

Odwiedzając nasz nowy dom, zachwycam się zielenią dookoła. Mam dwie sosny na wyciągnięcie ręki i widok z kuchni na przepiękne brzózki. Zdecydowanie czas zainwestować w dobrej jakości kalosze, żeby można było bezkarnie przemierzać trawy, błoto i kałuże. Mam zamiar być tam bardzo szczęśliwa. 







Komentarze

  1. "Każdy kąt przypomina mi mamę, a że zmarła niedawno, na początku tego roku, wszystko jest jeszcze żywe we mnie i bardzo mi jej brakuje."

    Doskonale to rozumiem. Pamiętam takie właśnie emocje, kiedy wchodziłem do pokoju, w którym parę dni wcześniej umarła bliska mi osoba. Straszne przeżycie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Potrzeba cierpliwości. Upływający czas załatwi resztę. Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Wiele cząstek bliskich zmarłych osób się w nas osadza, a drobne przedmioty nam o nich przypominają, pielęgnujmy stare wspomnienia, ale też i zbierajmy nowe.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz