Książkowy optymalizm z nową biblioteczką w tle.

Bardzo lubię czytać i kupować książki. Wróć. Bardzo lubię czytać. Kupować lubiłam. Odkąd zrobiłam sobie prezent w postaci Kindle w pięknej, niebieskiej okładce, większość moich książek to e-booki. 
Przyzwyczajenie się do czytania na czytniku wymagało czasu. Gdy minął początkowy zachwyt urządzeniem, zdałam sobie sprawę, że tęsknię do książek, przede wszystkim do ich zapachu.
Ta tęsknota pozostała we mnie do dziś i zaspokajam ją wypożyczając od czasu do czasu książki z biblioteki. Już samo pójście do biblioteki i pooddychanie tam zapachem książek jest moją terapią na pojawiające się chęci kupowania wciąż nowych i nowych pozycji.


W starym mieszkaniu moja szafka-biblioteczka nie była zbyt duża, ale książki były poukładane na niej w rzędach i stosach. Jedne zasłaniały drugie, niczego nie można było znaleźć. Nie pamiętałam co posiadam, a ważne dla mnie biografie oraz pozycje ulubionych Jonathana Carolla i Artura Pereza Reverte były wciśnięte pomiędzy książki, które znalazły się u mnie przez przypadek. Ani do jednych ani do drugich nie miałam dostępu przez panujący bałagan i ścisk. Po opanowaniu chęci zabudowania całej ściany półkami, postanowiłam zredukować ilość książek. Pozycje, których chciałam się pozbyć nie były wartościowe, ani pod względem ceny, ani sentymentów. Zebrałam je więc w kilka pudeł i zadzwoniłam do antykwariatu. Po kilku dniach przyjechał miły pan i za kilkadziesiąt złotych wybawił mnie z kłopotu. Oczywiście, gdybym próbowała sprzedać te książki np. na Allegro, uzyskałabym więcej. To jednak wymagałoby wykonania zdjęć, opisów, wyceny, słowem dużo czasu i pracy, której chciałam uniknąć. Nie miałam też siły dźwigać pudeł do biblioteki, zresztą sprawdziłam w katalogu i większość książek występowała już w bibliotece i to w kilku egzemplarzach. Wybrałam więc wyjście najprostsze, ale i najmniej dochodowe. Nie szkodzi, ważne, że książki komuś posłużą.

Podczas tych porządków znalazłam też kilka książek pożyczonych i nie oddanych! Nie pytajcie, jak to się stało. Nie lubię, gdy ktoś coś pożycza i nie oddaje, ale sama, jak widać, jestem w tym świetna. Co za wstyd. Książki czekają na najbliższą okazję, by wrócić do właścicieli. Obecnie mam tyle książek, ile chcę mieć. Mało kupuję, więc księgozbiór nie będzie rozrastał się tak, jak kiedyś. W tej chwili prawie wszystkie moje książki leżą sobie cichutko w kartonach, mam ze sobą tylko kilka ważnych dla mnie w tym czasie pozycji i kilka takich, które zostawiłam sobie po uporządkowaniu mieszkania mojej mamy.



Myślę teraz o tym, jak wyeksponować całą moją biblioteczkę w nowym domu. Obejrzałam mnóstwo inspiracji w internecie, zrobiłam kilka rundek po sklepach. Wiem, czego chcę i czego oczekuję. Musi być miejsce na książki, ale także na zapas włóczki, której nie chciałabym upychać w pudła. Bardzo nie lubię odkurzać książek i półek (w ogóle staram się minimalizować i usprawniać sprzątanie), a włóczki położone bezpośrednio na półkach też wymagają ochrony. Wybór ograniczam więc do zamkniętych regałów.
Myślę, że stary, dobry, ikeowski Billy ze szklanymi drzwiczkami i podświetleniem sprawdzi się doskonale. Ma klasyczny, pasujący do wielu rzeczy, wygląd.
Książki zamieszkają w gabinecie, w którym ma znaleźć się miejsce także na biurko i niewielką, ale rozkładaną kanapę, aby od czasu do czasu jakiś gość mógł się na niej przespać. Dokupię więc biurko w Ikei, to będzie zapewne możliwe od ręki. Kanapy natomiast muszę poszukać, bo jak na razie wszystko, co mi się podobało, było nierozkładane. Kanapa powinna mieć 100-120 cm szerokości, zatem, jeśli coś ciekawego przychodzi Wam do głowy, będzie mi miło, jeśli pozostawicie inspiracje w komentarzach. 

Komentarze

  1. Mój narzeczony nie wyobrażał sobie mieszkania bez biblioteczki. Niestety już nam się miejsce kończy :) Ale to moja ulubiona część w naszym salonie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się zdaje, że to będzie także moje ulubione miejsce :)

      Usuń
  2. Nie ma jak biblioteczka :) W mojej nie ma już miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie układasz w stosiki jak niegdyś ja 😊

      Usuń
  3. Ja myślę, że Mądry Ktoś powinien wymyślić świeczkę o zapachu książek...;) Do wyboru były dwie opcje: książki stare, takie z pożółkłymi stronami i pachnące kurzem, i te nowe - o zapachu "prosto z drukarni";)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastyczny pomysł. Chętnie bym taką świeczkę kupiła 😊

      Usuń
  4. Podziwiam że się z kindlem oswoiłaś trochę- ja nie umiem czytać z monitora.
    Książka i to w miekkiej okładce albo nie czytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elektroniczny papier to coś więcej niż monitor. Nie czyta się jak na tablecie czy komputerze, jest przyjaźnie dla oczu i przyjemnie po prostu. Trzeba próbować. Wygoda jest nie do przecenienia szczególnie w przypadku wyjazdów. Wszystkie książki mozna mieć przy sobie.

      Usuń

Prześlij komentarz