Mam więcej, niż potrzebuję.


O poranku do salonu wpada mnóstwo światła. Moja kotka gania rzucane na podłogę cienie, aż w końcu zmęczona kładzie się w strudze słońca, żeby odpocząć. Tak niewiele potrzebuje do szczęścia. Mruczy zadowolona i przygląda mi się, zachęcając, bym podzieliła jej zachwyt nad prostotą życia. 

Obserwuję ją i wypełnia mnie poczucie, że ja też mam wszystko, czego mi trzeba. 

Bliskość drugiego człowieka na wyciągnięcie ręki. Czasem na długość kabla telefonicznego lub kilkudziesięciu minut jazdy samochodem. Taka prawdziwa bliskość i zrozumienie. Bez udawania i naciągania, bez niezręczności. Czasami nawet bez słów. 

Rodzina, dom i kilkoro przyjaciół, którym ufam. Czy trzeba osiągnąć pewien wiek, aby zacząć to doceniać? Czy może trzeba przestać gonić za życiem, zatrzymać się i zauważyć jak ono płynie? A może wykazać minimum uwagi, rozejrzeć się tylko trochę dokładniej, niż dotąd. Stanąć na moment i obserwować. Zaufać, że Stwórca, który tak to wszystko wymyślił, sam chce, by człowiek był szczęśliwy. 

Poczucie, że mam wszystko, a nawet więcej, niż potrzebuję, zapiera mi dech. Zostać tak obdarowaną, czy to możliwe? Zdziwienie jest tak silne, że obezwładnia. Jak to? Ja, która przeżyłam dotychczasowe życie wciąż czując, że inni mają lepiej, więcej, pełniej, a ja gdzieś tam na szarym końcu człapię sobie i z życiem się mierzę. Ja, poszukująca na drogach, gdzie z góry wiadomo było, że niczego poza pustką nie znajdę.

Czy dotychczas nie miałam czasu na docenienie tego, co mam? A może zatrzymywałam się, ale na zbyt krótko? Przystawałam, ale nie zauważałam wszystkiego, co wartościowe? 

Coś zmieniło się we mnie, a jednocześnie czuję jak nigdy, że jestem sobą. Mocniej stanęłam na ziemi, ale też głowę mam jakby bardziej w chmurach. Wciąż żyję w pośpiechu, ale też przystaję, żeby zadziwić się pięknem świata.

Zaufanie. Oto znajduję odpowiedź. 

Odpowiedź tak prostą, że nie może nie być zaskoczeniem. 

Nauczyłam się ufać. I teraz czuję, że mam wszystko. Niczego więcej nie potrzebuję.







Komentarze