Męski świat.

Jest w mojej rodzinie srebrna papierośnica, a wewnątrz niej wygrawerowana data ślubu moich dziadków oraz imię babci. Bardzo cenna to dla mnie pamiątka, bo mój dziadek otrzymał ją od babci w prezencie ślubnym. Był rok 1938 i miano widać taki zwyczaj, by panna młoda ofiarowywała coś swojemu przyszłemu mężowi. Męski prezent. Przez wiele lat mogłam obserwować wspólne życie moich dziadków, ich niezwykle delikatne względem siebie uczucia i wielka to była dla mnie szkoła miłości wzajemnej i oddania. Przeżyli ze sobą 64 lata, a miłość, którą między nimi widziałam, była jak ta papierośnica, wygrawerowana w ich sercach na zawsze. 

Wiele się zmieniło od tamtej pory w relacjach damsko-męskich, ale czy na korzyść, to już temat na inny post.

Ja też lubię robić prezenty, sprezentowałam więc mojemu mężowi sweterek. Nie była to niespodzianka. Ponieważ sama robiłam go na drutach, trudno byłoby taki fakt ukryć. Jednak prezent bez niespodzianki też jest, mam nadzieję, rzeczą przyjemną. Lubię włóczkę Alpaca Silk od Dropsa. Ma świetny skład. Zgodnie z nazwą, jest to mieszanka alpaki i jedwabiu. Jest niesamowicie miękka, lekko lejąca, a nitka ma delikatny połysk. Przyjemnie się z niej robi i jak na tak dobry skład ma dość przystępną cenę. Wybrałam mój ulubiony granatowy kolor, niech się stanie także ulubionym kolorem mego męża. Tym bardziej, skoro postanowiłam, że granatem otoczymy się w domu. Sweter robiłam prosto, bez wzoru, zupełnie z głowy. Taki prosty raglan, co to do wszystkiego pasuje. Nie jest to może prezent na miarę srebrnej, grawerowanej papierośnicy, również okres zaręczynowy mamy już za sobą tak daleko, że czasami zastanawiam się, czy w ogóle miał miejsce, ale prezent to prezent. W ten sposób męski świat naszej wspólnej garderoby powiększył się nieznacznie o ten granatowy sweterek.

W ostatnim czasie granaty zdominowały moją głowę. Jeszcze niedawno czułam, że potrzebuję oddechu od porządkowania, układania i rozpakowywania, ale także od dekorowania. Zbyt dużo było do zrobienia, czułam się zmęczona, przeładowana bodźcami i nie mogłam się skupić na szczegółach. Czułam też, że nie mam w głowie żadnej wizji tego, jak miałyby wyglądać nasze wykończone wnętrza. Stały meble, mieszkaliśmy już, ale brakowało mi pomysłów na ten ostateczny sznyt. Jakby się pozamykały wszystkie szuflady w mojej głowie z pomysłami na aranżacje. Odłożyłam więc dekorowanie na jakiś nieokreślony czas w przyszłości, kiedy to pomysły do mnie wrócą.

Długo nie musiałam czekać, lubię zmieniać wnętrza, więc i pomysły na wykończenie domu dodatkami zaczęły się pojawiać. Rozpoczęłam od sypialni, a powód był banalny, brakowało mi podparcia pod plecy w postaci poduszek podczas czytania, więc ich zakup był konieczny. A dalej to już samo poszło.

Nie chciałam przeładować sypialni dodatkami, ale też nie chciałam, żeby zostały zupełnie puste ściany. Ponadto zależało mi na tym, żeby dekoracje nie były takie babskie, rozumiecie, w końcu sypialnia jest nie tylko moja, to także męski świat i chcę żeby mój mąż poczuł się tu dobrze. Zbyt dużo, dajmy na to różu, mogłoby to poczucie nieco zaburzyć. Postawiłam więc na mój ulubiony granat, który wydaje mi się, dobrze odnajduje się także w męskim świecie. Poza tym chciałam jak najwięcej naturalnych materiałów, głównie bawełny, żeby się wszystko ładnie komponowało z pościelą, która i tak jest widoczna. Co prawda jeden koc jest sztuczny, ale mięciutki i bardzo go lubię, nawet nie elektryzuje się zanadto i fajnie jest się nim owinąć. 

Do tego doszły półki, ale nie chciałam ich dużo, bo przecież ktoś musi potem ścierać gromadzący się na nich kurz. Zależało mi też na spójności z naszymi dębowymi drzwiami do garderoby, które są na tyle mocnym akcentem w sypialni, że nie chciałam, by coś z nimi konkurowało. Nikogo już chyba nie zaskoczę pisząc, że półki wykonał mój mąż. Powstały z tego samego drewna, co drzwi do garderoby i są fajnym ich dopełnieniem. Jeszcze odrobinę dodatków na ścianach i naprawdę jestem zadowolona z efektu. Bez przeładowania, tak jak chciałam.

Podoba mi się ten granatowy, lekko męski świat naszej sypialni.



























Komentarze

  1. Też mi się podoba Twój granatowy, lekko męski świat. I to jak urządziłaś sypialnię. Zazdroszczę (pozytywnie) ludziom, którzy potrafią się urządzić ładnie. Sama mam milion pomysłów, ale jest ich tyle, że żadnego nie wcielam w życie.
    A jeszcze do dodania męskości w sypialni. :) U mnie jest inaczej. Lubię dzielić, salon oddałam swojej drugiej połowie, on tam ma swoje "zabawki" i tam im bardziej męsko, tym bardziej mi się podoba. Ale sypialnia, to przy okazji mój gabinet (tak sobie przynajmniej tłumaczę :P) i tam już wszystko chcę mieć po swojemu, damsku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie, pomysłów to i ja mam mnóstwo. Po prostu jakoś, drogą eliminacji, staram się je w głowie porządkować i ostatecznie na coś się decyduję. Potem myślę, że może inaczej powinnam coś zrealizować, bo jeszcze to mi się podoba i tamto... Wątpliwości. Jak to w życiu.
      A podziały też lubię i stosowałam je w poprzednim naszym lokum. Niejednokrotnie fajnie się sprawdzały. Ale teraz taki czas jest, że inaczej potrzebuję.
      Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam ciepło :)

      Usuń

Prześlij komentarz