W poszukiwaniu powolności.


Zanim usiądę rano przy biurku w pracy, obserwuję przez chwilę świat z okna mojego pokoju. A widok mam piękny. Widok na moje miasto, na dachy kamienic, wieże kościołów i rzekę płynącą w oddali. Gdybym miała kiedykolwiek stąd odejść, tego widoku brakowałoby mi najbardziej. Ale patrzę też na ludzi biegnących przed siebie, na pędzące samochody i zastanawiam się dlaczego ten świat tak gna od samego rana? Dokąd? Myślę o tym, jak mało i ja daję sobie chwil zatrzymania i wytchnienia. Chwil zamyślenia, uwagi, świadomego życia.

Ja także od samego rana jestem w biegu. Co z tego, że przeczytałam sporo o hygge, slow life i innych odmianach świadomego życia, skoro nie potrafię zastosować tego w praktyce? Stawiam rano kołnierz płaszcza i szybkim krokiem podążam przed siebie, byleby tylko zdążyć na czas. Mogłabym wolniej, kilka minut nie zrobi różnicy, a jednak się spieszę. Zapominam, że pośpiech jest wrogiem uważnego życia i radości z otaczającego świata, że banalne powiedzonko mojej babci „co nagle, to po diable” ma w sobie tak naprawdę głęboki sens. Gubię gdzieś po drodze świadomość tego, że szybciej, wcale nie znaczy lepiej.

Wiem, trudno być świadomym o poranku. Świadomość byłaby rzeczą naturalną, gdyby można powoli wstać po przebudzeniu, przeciągnąć się i ją wezwać. Przyszłaby wtedy spokojnie, zatrzymała wzrok na ekspresie do kawy, a potem powolnym krokiem poprowadziłaby mnie z powrotem do łóżka, żeby opierając się wygodnie o poduszki, kawę tę ze mną wypić, a na deser jeszcze poczytać mi książkę. Pośpiechu i zabiegania świadomość nie lubi. Chowa się wtedy w odmęty niepamięci i nie pomoże nawet milion książek przeczytanych o wszystkim, co "slow".

Wykorzystuję więc te chwile w ciągu dnia, gdy świat wokół mnie zwalnia, aby przypomnieć sobie o tym, że i ja tak bardzo lubię powolność. Że uspokaja mnie zwykłe działanie bez pośpiechu, bez ciągłego zerkania na zegarek, spokojne odmierzanie spraw koniecznych do zrealizowania w ciągu dnia. Wtedy każde, nawet błahe działanie przynosi mi satysfakcję. Wtedy czuję się tak spełniona, jakbym osiągnęła wszystkie awanse tego świata. Nie dla mnie skoki na bungee i jazda samochodem wyścigowym. Wystarczy mi, gdy odnajdę powolność. Wtedy w pełni czuję, że żyję.                     

Komentarze

  1. Sama jestem z tych, którzy biegną, nawet, jak zwalniają. Ale właśnie rano, nie potrafię. Nie umiem być szybka. Kiedyś mnie to denerwowało, teraz się cieszę. Nie mam wyrzutów sumienia, że piętnaście, dwadzieścia minut spędzam nad kubkiem herbaty, akurat tyle, żeby się dobudzić - i tak nie wykorzystałabym tego czasu lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie rano pędzę, w ciągu dnia zwalniam, a wieczorem to już tylko cicho posuwam nogami po podłodze. Taką nierównowagę sił mam w sobie.

      Usuń

Prześlij komentarz