Cierpliwość dziadka i babci.


Od kilku dni obserwuję pewnego dziadka. Jest to tata mojej sąsiadki, który przyjechał z odsieczą, gdy urodziła ona drugie dziecko. Pięknie pomaga zajmować się starszą córeczką, gdy mama jest zajęta noworodkiem. 

Ileż ten dziadek ma cierpliwości! Lubię podglądać ich, gdy wracają we dwoje z przedszkola. Nigdzie im się nie spieszy. Że dziewczynce, to zrozumiałe. Ma jakieś trzy latka, a takiej osóbce czas płynie zdecydowanie powoli. Ale, że dziadkowi? To niezwykłe. Albo może zwyczajne właśnie i naturalne jest, że idą sobie z tego przedszkola razem powolnym krokiem. Zatrzymują się przy każdej kałuży, albo nowo wyrośniętym kwiatku polnym, którego wczoraj tu jeszcze nie było. Podziwiają maszerujące mrówki i przysiadające w trawie motyle. Dziadek nie pogania wnuczki ani trochę, obserwuje wraz z nią ten świat pełen dziwów z takim zachwytem, jakby i on widział go pierwszy raz. Patrzę na nich z wielką przyjemnością. 

Może dziadek ten nie byłby zachwycony, że tak ich podglądam, ale naprawdę nie mogę się oprzeć. Są wspaniali. Ze wzruszeniem stwierdzam, że odnajduję w nich samą siebie sprzed wielu, wielu lat, gdy ja także spacerowałam z dziadkiem i odkrywałam świat. Moja mała rączka spoczywała z takim spokojem w jego dłoni i wtedy wszystko było możliwe i nic nie było straszne. 

Z niejakim zdziwieniem stwierdzam też, że przecież sama jestem już babcią i ten fakt bezustannie wydaje mi się niewiarygodny. W każdym razie jakaś część mnie wciąż w niego nie dowierza, choć każdy dzień potwierdza ten fakt albo obecnością mojego wnuka, albo oglądaniem jego zdjęć, których mam w telefonie mnóstwo, albo zwyczajnym uczuciem tęsknoty za nim, jego zapachem i ciężarem, uśmiechem i płaczem. 

I teraz doskonale rozumiem, dlaczego nic, a nic nie dziwi mnie ten obserwowany przeze mnie dziadek i jego cierpliwość. Bo wraz z narodzinami wnuka otrzymuje się od życia nowe pokłady cierpliwości ot tak, za darmo. Nijak nie trzeba na nie zapracować, one się po prostu pojawiają i już. I można spojrzeć na świat oczami dziecka, a potem już w żaden inny sposób nie chce się tego świata widzieć. I oto odkrywa się zachwyt w poruszającej się na wietrze gałęzi sosny, ponieważ zobaczyło się go w oczach niespełna półrocznego dziecka, a to nie może oznaczać niczego innego ponad to, że świat po prostu jest piękny. I piękno to jest dostępne dla każdego, na wyciągnięcie ręki. 

I mówię Wam, już nie mogę się doczekać spacerów z moim wnukiem i liczenia wszystkich mrówek, jakie mieszkają w lesie nieopodal. Chociaż przeczuwając już dziś charakter tego ślicznego chłopca, to może być raczej galop przez las, a nie powolny spacer. Ale to nic, dam radę. I już dziś dziękuję Ci, chłopczyku, że uczyniłeś mnie swoją babcią.

Komentarze