Moja letnia baza, czyli za co pokochałam wiskozę w T-shirtach.

100% wiskoza

Dziś post typowo kobiecy, także, ten, tego, panowie, zostajecie na własną odpowiedzialność. A będzie o ciuchach. Nie jest to mój sztandarowy temat, bo lubię klasykę i umiar, co dla niektórych jest synonimem nudy w modzie. Ale to nie tak, że zupełnie nie mam w tym temacie niczego do powiedzenia, co udowadniałam w tym miejscu

Robiąc niedawno przegląd garderoby letniej, przyszło mi do głowy, że napiszę Wam o kolekcji moich ulubionych, bazowych T-shirtów, bo to taka z pozoru prosta sprawa, ale zdobyć dobry T-shirt to sztuka. Raczej każdy to wie. A, że lato w tym roku przyszło pod rękę z wiosną, a nawet ją wyprzedziło o kilka kroków, to baza w postaci różnych koszulek i topów jest absolutnie konieczna. 

Chcę Wam dziś pokazać kilka moich ulubionych rzeczy, ale nie po to, żeby się jakoś chwalić nadmiernie, ale, żeby napisać o włóknach, z jakich obecnie szyje się T-shirty i obalić trochę mit wspaniałej i niezastąpionej na tym polu bawełny. Otóż, odkąd odkryłam, że koszulka może być z wiskozy, przestałam kupować bawełnę i w końcu polubiłam nosić T-shirty. Przez wiele lat nie rozumiałam tego fenomenu wszechobecnych koszulek bawełnianych, solo, pod sweter, czy marynarkę, bo po pierwsze wydawało mi się, że to wygląda tandetnie, a po drugie było mi w tym po prostu niewygodnie. T-shirt z bawełny, jeśli nie ma w sobie dodatku elastanu, jest sztywny, jakby ogranicza ruchy, a jeśli trafi się miękki, to gramatura włókna jest niska i taki T-shirt jest zwyczajnie nietrwały. Szwy wykręcają się już po pierwszym praniu i w takiej koszulce można sobie, co najwyżej spać, oczywiście pod warunkiem, że nie ma się potrzeby bycia seksowną żoną. No i co dla mnie najważniejsze, każda bawełna bez dodatków sztucznych koszmarnie się gniecie. Gdy założyłam bawełnianą koszulkę pod marynarkę do pracy, to po kilku godzinach wyglądałam, jakbym miała na sobie wymiętą piżamę, więc czułam się w tym zestawieniu wyjątkowo nieelegancko. Wyjściem jest dodatek elastanu, ale wiadomo, elastan to elastan, z naturalnym włóknem ma tyle wspólnego, co sukienka koktajlowa z balową, albo nawet mniej. 

No i w końcu pewnego dnia, kiedy tak myślałam sobie, że chyba jestem jakaś dziwna, bo wszystkie dziewczyny noszą T-shirt z marynarką, a ja najwyraźniej widzę problem, tam, gdzie inni go nie zauważają, weszłam sobie do Promodu i przymierzyłam swój pierwszy T-shirt w 100% z wiskozy. Przypomnę, że wiskoza to włókno powstające z obróbki celulozy, którą otrzymuje się z oczyszczonej masy drzewnej, najczęściej z drzew iglastych. Wiskoza jest przewiewna, lekka, doskonale sprawdza się latem, świetnie się układa (jest lekko lejąca) i nie gniecie się nadmiernie. Dla mnie to było ni mniej, ni więcej, jak odkrycie Ameryki dla Kolumba. W sumie nawet więcej, bo on początkowo myślał, że dopłynął do Indii, a ja od razu rozpoznałam w wiskozie to, czego akurat poszukiwałam. Po pierwsze wygody, dającej pewność, że gdy podniosę ręce do góry, sięgając w pracy po segregator, stojący na górnej półce, kolega z pokoju nie zobaczy mojego brzucha. Po drugie braku zagnieceń i braku bardzo nieeleganckiego efektu wymiętości. T-shirt z wiskozy nigdy nie wygląda na mnie, jak pomięta szmata do podłogi, a włożony do walizki na wyjazd, jest gotowy do założenia zaraz po rozpakowaniu. Pokochałam także wiskozę za jej lekko połyskujące włókna. Różnica pomiędzy bawełną, a wiskozą w tym względzie jest taka, jak różnica pomiędzy pudrem dającym matowy lub satynowy efekt. Ten drugi wygląda zdecydowanie lepiej i bardziej elegancko. 

A na koniec najlepsze. Uważajcie, po prostu hit. T-shirt z wiskozy wyprany w pralce i powieszony na wieszaku do wyschnięcia, nie wymaga prasowania! Prasować nie znoszę, stąd ta cecha jest dla mnie decydująca. 

Tak więc, żegnaj bawełno! Pozostań w składzie mojej bielizny osobistej, tam się lubimy i tam jest twoje miejsce.  

A poniżej moje ulubione letnie T-shirty wykonane w 100% z wiskozy, które noszę na okrągło. Piorę, suszę, nie prasuję i ponownie zakładam. Jest mi wygodnie i uwielbiam taką sportową elegancję, czy to w jeansach, spódnicy, marynarce lub bez. Pierwsze dwa z Promodu, kolejny z Grey Wolf, ostatni z Lidla (naprawdę świetna jakość). Każdy z nich kosztował mniej, niż 60 zł. 

100% wiskoza

100% wiskoza

100% wiskoza

100% wiskoza



Komentarze