Sztuka parzenia herbaty.

Herbata dla mnie to przede wszystkim cudowny zapach, to chwila wytchnienia, powolności i zamyślenia. Herbata to coś więcej, niż tylko dodatek do posiłku. To napój, który wypijany w odpowiednim tempie, odpowiednio przygotowany, ma wpływ na zdrowie, poprawia samopoczucie, jest przyjemnością po prostu. A w życiu warto dbać o chwile przyjemności.  

Radość z picia herbaty.

Parzenie herbaty to czynność z pozoru prosta, banalna wręcz. Wrzucić torebkę do kubka, zalać wodą, gdy czajnik zagwiżdże i gotowe. Oczywiście można tak zrobić, ale ile przyjemności sobie odbieramy, wiedzą tylko ci, którzy nauczyli się parzyć herbatę inaczej i cieszyć się nią. Jej aromatem, pięknymi akcesoriami do jej parzenia, delikatną porcelaną, w końcu chwilą zamyślenia podczas oczekiwania, aż wrzątek lekko przestygnie, osiągając idealną temperaturę. Dlatego ja najczęściej wybieram herbaty kupowane na wagę w ulubionych sklepach, gdzie atmosfera jest niepowtarzalna, można nacieszyć oko i nawąchać się do woli. Herbatę w torebkach zostawiam na chwile wyjątkowego pośpiechu i nie używam jej zbyt często. Bo parzenie herbaty to sztuka. To chwile, które uwielbiam w mojej codzienności. Najczęściej parzę herbatę w czajniczku, czasami używam też zaparzaczek, gdy wiem, że wypiję nie więcej, niż jeden kubek. 

Rodzaje herbat.

W herbacie fantastyczne jest to, że mamy całe mnóstwo jej rodzajów i naprawdę każdy może znaleźć coś dla siebie. Czarna, zielona, biała, z dodatkami lub bez. W zależności od pogody, pory dnia, nastroju.

Herbata czarna, czysta, bądź wzbogacana dodatkami jest chyba najbardziej popularna ze względu na smak. Warto jednak pamiętać także o jej wpływie na nasze zdrowie. Zawarta w niej tanina dobrze działa na układ pokarmowy, działa też przeciwmiażdżycowo, rozszerzając naczynia krwionośne, a także obniża ciśnienie. Słaba herbata czarna pomaga przy zatruciach. Najprzyjemniej jest zaparzyć sobie herbatę czarną w czajniczku, uprzednio ogrzanym, oddzielić liście od naparu i popijać powoli z ulubionego kubka lub filiżanki. Wodzie po zawrzeniu powinniśmy pozwolić krótko odpocząć i dopiero wtedy zalać liście w czajniczku. Parzenie powinno trwać od 3 do 5 minut. Dobrej jakości herbaty czarne nadają się do dwu lub trzykrotnego parzenia i nie powinno to mieć wpływu na smak naparu. Ja najbardziej lubię herbaty czarne z dodatkami, earl grey i cynamonowa to moi faworyci. Herbata cynamonowa jest uznawana za sezonową, dostępną najczęściej w okresie jesienno-zimowym, ale ja zawsze mam jej zapas w domu, bo uwielbiam ją pić przez cały rok. Już samo zanurzenie nosa w otwartej puszce i poczucie jej zapachu poprawia mi nastrój.

Z kolei herbata zielona wymaga niższej temperatury parzenia. Woda powinna odpocząć ok. 10 minut od zawrzenia, tak, by jej temperatura osiągnęła 80 stopni Celsjusza. Parzymy krócej, niż herbatę czarną, od 1 do 3 minut. Herbatę zieloną możemy parzyć kilkakrotnie, osiągając przy każdym parzeniu napar mniej intensywny, łagodniejszy w smaku. Kogo odstrasza goryczka obecna często w smaku herbaty zielonej, niech sięgnie po japońską senchę. Jest łagodna i niezwykle zdrowa, wyjątkowo bogata w witaminę C. Goryczkę w smaku zielonej herbaty niweluje także dodatek suszonych cytrusów lub trawy cytrynowej, świetnie nadaje się ona do przygotowania herbaty mrożonej w upał. Gotowe mieszanki wzbogacone cytryną, czy pomarańczą ma w swojej ofercie każdy dobry sklep z herbatą. Herbata zielona doskonale pobudza i odświeża umysł, znawcy twierdzą, że lepiej, niż kawa. 

Moim niedawnym odkryciem, a dziś już ulubieńcem wśród herbat, jest darjeeling. Pochodzi z Indii, jej plantacje mieszczą się wysoko w górach i wierzcie mi, ta herbata ma w sobie coś z elegancji i wykwintności. Jest droższa od typowych herbat czarnych, czy zielonych, ale warto kupić choćby 5 dag tych pięknych liści i spróbować naparu. Ogrzany czajniczek zalewamy wodą o temperaturze 95 stopni, czyli tylko chwilę odczekujemy po zagotowaniu wody. Parzymy ok. 2 minut, a więc dość krótko. To pozwala zachować wyjątkową delikatność w smaku. Można parzyć drugi raz, wydłużając czas do 3 minut, ale nie przekraczając go. 

Najrzadziej kupowaną przeze mnie jest herbata biała. Muszę to zmienić, bo jest zdrowa i smaczna, ale, podobnie jak darjeeling, dość droga, może dlatego zwykle omijam półkę, na której stoi. Przy najbliższych zakupach herbacianych mam zamiar skusić się na któryś z jej rodzajów. Myślę, że wybiorę jakąś mieszankę wzbogaconą cytrusami. Świeży smak w sam raz na lato. 

To jak? Macie ochotę spróbować, jak smakuje chwila powolności w towarzystwie herbaty parzonej w czajniczku?








Komentarze