Miesiąc w moim obiektywie. Lipiec 2018.

Miesiąc w moim obiektywie. Lipiec 2018.





Czy mi się zdaje, czy naprawdę dawno nie było tak pięknego lata?

Maj słoneczny, czerwiec upalny, a lipiec to już południowe i afrykańskie klimaty, słowo daję. 

Nie wyjeżdżałam w tym roku na urlop i spędziłam go w domu, więc, gdy inni narzekają, że za gorąco, lubię sobie w ten upał pomyśleć, że to specjalnie dla mnie lato w tym roku postanowiło być takie piękne. 

Przecież, gdybym wyjechała, dajmy na to, do Chorwacji, ominęłoby mnie słońce grzejące mocniej, niż tam, na południu, ciepły wiatr plączący włosy tak, że nie można ich rozczesać, zapach skoszonej wieczorem trawy, ciepłe wieczory spędzone w altanie, czytanie książki na leżaku...

Tyle tu mam cudów, że nie chciało mi się w tym roku szukać innych, daleko od domu, gdzieś na obcej ziemi. Jeszcze przyjdzie czas, że zatęsknię za innymi krajami, innymi miejscami. Wtedy wyjadę. 













































O życiowych zmianach oraz o depresji.

O życiowych zmianach oraz o depresji.

altana_ogrodowa

Moi Drodzy, wróciłam. Dziękuję, że na mnie czekaliście. Ta miesięczna przerwa była mi tak bardzo potrzebna, jak topielcowi wielki haust ożywczego, świeżego powietrza. Trudno mi to wyjaśnić, ale po prostu nie potrafiłam przyjść tu, spotkać się z Wami i opowiadać, co u mnie. Dość gruntownie zmieniłam swoje życie w aspekcie zawodowym, podjęłam bardzo trudną decyzję i byłam tak wypełniona emocjami z tym związanymi, że musiałam poukładać swoje wnętrze niemal na nowo, aby móc znów dzielić się sobą z innymi. Potrzebowałam czasu. Wiedziałam, że tak będzie, przeczuwałam to, bo po prostu znam siebie i wiem, że w chwilach, gdy kumuluję w sobie zbyt dużo emocji, potrzebuję kompletnej izolacji, aby wrócić do równowagi. Nie chciałam, aby ta przerwa trwała dłużej, niż miesiąc i cieszę się, że to mi się udało. 

Ale do rzeczy. Miesiąc temu odeszłam z korporacji, w której przepracowałam ostatnie 18 lat. Była to decyzja, która dojrzewała we mnie od dość dawna, ale bardzo trudno mi było ją podjąć. Wiecie, jak to jest. Gdy co miesiąc płacą, ZUS odprowadzają, to nie ma co wydziwiać, tylko trzeba pracować. Takie jest podejście wielu osób i myślę, że dla mnie to była podstawowa bariera, której nie potrafiłam przeskoczyć. Bo jak wytłumaczyć innym, osobom bliskim i dalszym, że etat to wcale nie jest takie szczęście, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Że ta pensja na koncie w oczekiwanym terminie to nie wszystko, czego się chce i czego się oczekuje. Że cała reszta to pasmo bezsensownie wykonywanych, nikomu niepotrzebnych czynności. Marnowanie czasu i życia, które po prostu jest zbyt krótkie, a do tego zbyt piękne, by je tak bezsensownie spędzać. Trudno to wyjaśnić innym. Trudno to też wyjaśnić samemu sobie, szczególnie, gdy jest się do bólu pragmatycznym, jak ja. Dzisiejsze pokolenie młodych ludzi jest bardziej odważne, niż moje. Młodzi łatwo zmieniają pracę, gdy coś im nie odpowiada, ja nigdy tak odważna nie byłam.

Co więc wydarzyło się takiego, że w końcu zdecydowałam się na ten krok? Otóż kochani, dopadła mnie choroba, o której mówi się trudno i wciąż bardzo rzadko. Depresja. Okropne słowo. Bardzo go nie lubię, ale skoro ktoś kiedyś nazwał tę chorobę w ten sposób, to niech będzie. Powodem zapadnięcia na depresję są zawsze trudne emocje, miesiącami, czasem latami, zbierane i kumulowane, niechęć do siebie i brak poczucia własnej wartości, co przeradza się z czasem w niechęć do życia, niemożność wstania rano z łóżka i wykonywania zwykłych, prostych czynności. Czasami powodem jest nagle występująca, trudna sytuacja życiowa, jak w moim przypadku nagła choroba i śmierć mojej mamy. Taka sytuacja przyspiesza ostateczny rozwój depresji, ale jej podstawą są zawsze emocje skumulowane na przestrzeni życia. Nie będę Was zanudzać teorią, bo to wiedza, którą można wyczytać na specjalnie prowadzonych w tym celu portalach, albo w fachowych książkach. Powiem tylko tyle, że depresja jest zawsze po coś. Zwykle po to, by się przebudzić, wyjść z ciemności, znaleźć to coś, co nie funkcjonuje należycie w naszym życiu i to zmienić. Oczywiście, żeby wprowadzić zmiany, trzeba mieć na to odwagę. Trzeba najpierw z depresji wyjść, pokonać tego wroga, a dopiero potem zacząć wprowadzać zmiany w swoim życiu. Mnie pomogły środki farmakologiczne i mogę śmiało powiedzieć, że one są w depresji koniecznością i nie należy ich się obawiać. Naprawdę przywracają do życia. I to nie tak, że pomagają na wszystko, bo złe i chore emocje trzeba w sobie uleczyć samemu, czy to z pomocą psychoterapeuty, czy życzliwej osoby, czy przyjaciela, czy rodziny. Ale dobrze dobrane tabletki dają trzeźwą głowę, aby móc w ogóle zająć się sobą. Bo chory na depresję człowiek jest trochę, jak pijak. Tak chwieje się na nogach, że sam daleko nie jest w stanie zajść. 

Ja dziś czuję, że wyszłam już ze stanu największego mroku. Mam odwagę, by zmienić to, co mnie w życiu uwierało, co mnie wręcz niszczyło. Chcę zbudować swoje życie zawodowe niemalże od nowa. Zdaję sobie sprawę z tego, że to bardzo odważna decyzja, bo jestem już dobrze po czterdziestce i coraz bliżej mi do emerytury. Jednak, gdy pomyślę, że miałabym do tej właśnie emerytury męczyć się tam, gdzie już tylko i wyłącznie się męczyłam, to po prostu tego nie chcę. Chcę czegoś innego, pełniejszego, radosnego, dającego satysfakcję. Czegoś własnego. Czegoś, o czym marzyłam. I mam w sobie mnóstwo wiary w to, że w końcu w życiu zawodowym coś mi się uda. To dla mnie nowe, trochę dziwne, ale i wspaniałe uczucie. Naprawdę się nie boję.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2019 Drugie imię , Blogger