Jak żyć zdrowo?

ogród

Zauważyliście, że człowiek ma w swojej naturze coś, co popycha go do unicestwiania samego siebie? Buduje, jednocześnie burząc. Dokonuje odkryć, które mogłyby służyć, ale okazuje się, że niszczą. Albo toczy wojny i podbija innych, przez co ginie masa ludzi, albo, żyjąc w czasach względnego pokoju i dobrobytu, wymyśla coraz to nowe sposoby, jak by tu sobie zaszkodzić w sposób bardziej subtelny i z pozoru niezauważalny. Tworzy żywność, która powoduje choroby. Zanieczyszcza i niszczy środowisko, przez co żyje w świecie, w którym każdy kolejny oddech jest zatruty. Wymyśla technologie, które są wspaniałe, ale szkodzą zdrowiu. W pędzie za pracą i pieniędzmi, żyje w stresie i niedosypia, martwiąc się, że wciąż ma za mało. Czasami myślę sobie, że człowiek oszalał. Ma na wyciągnięcie ręki efekty swoich zabiegów, dostęp do najnowszych badań, które pokazują, co jest dla niego dobre, a co nie i dalej brnie w samozagładę, nie wyciągając wniosków i nie myśląc. 

Jak w takim świecie zdrowo żyć i przeżyć? Ja dochodzę do wniosku, że nie wiem. Szacuje się, że za kilka lat w Polsce co trzecia osoba zachoruje na jakiś rodzaj nowotworu. Nie wygląda to optymistycznie.

Przeczytałam ostatnio, że najnowsze badania wykazują szkodliwy wpływ telefonów komórkowych na nasz mózg. Badacze zalecają rozmawiać przez telefon trzymając go z dala od głowy. Czy to oznacza, że człowiek wynalazł telefon po to, by ostatecznie nie móc używać go do swobodnej komunikacji? Co by pomyślał Alexander Bell, gdyby mu ktoś powiedział, że jego wynalazek stanie się kiedyś urządzeniem, jakim jest dziś? Fantastycznym, rozbudowanym smartfonem, pełnym muzyki, zdjęć, filmów, czego tylko dusza zapragnie, ale że nie można zbliżyć go do głowy, aby porozmawiać, bo to szkodzi. Pomyślałby pewnie, że człowiek oszalał, modyfikując urządzenie służące do komunikacji w taki sposób, że nie można go swobodnie używać. Choć może w tym szaleństwie jest metoda, bo inaczej nie byłoby takich technologii, jak dziś, na czele z internetem, który ja osobiście uważam za najważniejszy wynalazek XX wieku. Oby najnowsze badania nie pokazały, że internet szkodzi.

Wiemy też jak bardzo mamy dziś niezdrową, przetworzoną żywność, którą karmimy się aż do przejedzenia. Jedzenie to podstawowa potrzeba, ale człowiek już dawno pomylił jedzenie z przejedzeniem. Jak to się dzieje, że robiąc zakupy, wciąż mam za dużo rzeczy w koszyku, wciąż za dużo kupuję? W efekcie albo jestem przejedzona, albo marnuję jedzenie. Albo i jedno i drugie. Pracuję nad tym, robiąc listy zakupów, próbując kupować bardziej z głową, ale wciąż daleko mi do ideału. Zawsze kupię coś spoza listy, zawsze coś wydaje się przydatne. A już robiąc zakupy bez listy, kompletnie idąc na żywioł, mam wrażenie, że to zakupy panują nade mną, a nie ja nad nimi. Kolejna sprawa to jakość tych produktów, które mam w koszyku. I naprawdę czytam etykiety, sprawdzam skład produktów, bardzo się staram, by nie jeść tych wszystkich konserwantów. Ale czasami mam wrażenie, że uwolnię się od nich w pełni tylko wtedy, gdy posadzę marchewkę w ogródku i uczynię ją jedynym składnikiem moich posiłków. Tylko jak tu powiedzieć mojej rodzinie, że od jutra tylko marchewka?

Był kiedyś taki program kulinarny w telewizji, w którym Amerykanka, Rachael Ray, przygotowywała posiłki w 20 minut. Miały być smaczne, szybkie i zdrowe. Żeby przygotować przeciętny posiłek dla rodziny, potrzeba przecież więcej czasu, niż te 20 minut, stąd pomysł ten wydawał mi się nieco naciągany. Jednak ta pani wyrabiała się w 20 minut, ponieważ używała głównie półproduktów, warzyw w puszkach, wstępnie przygotowanych produktów, które można kupić już nie tylko w amerykańskich, ale i w naszych sklepach. Czy takie posiłki, mimo, że przygotowane w domu, są zdrowe? Wątpię. Bo chociaż powszechnie wiadomo, że jedzenie domowe jest zdrowsze od gotowego, to kluczowe znaczenie ma to, z czego gotujemy i jakich składników używamy. Jak zrobić to zdrowo, skoro w sklepach mąka mocno przetworzona, mięso hodowane na antybiotykach, a w wędlinach więcej konserwantów, niż samej wędliny? Szukam nieustannie odpowiedzi na to pytanie i dotychczas nie znalazłam satysfakcjonującej.

Od zawsze było wiadomo, że ruch na świeżym powietrzu sprzyja zachowaniu zdrowia i dobrej kondycji. Sama chętnie przebywam na dworze, chociaż z tym ruchem to u mnie różnie bywa. Ale dookoła bombardują nas informacje o takim zanieczyszczeniu powietrza, że zaleca się raczej siedzieć w domu, a dodatkowo zaopatrzyć się w filtr oczyszczający powietrze w pomieszczeniu. Kolejne szaleństwo. Czy świat całkiem zwariował? Jakiś miesiąc temu zaczęłam korzystać z aplikacji, która informuje o jakości powietrza w mojej okolicy. Po miesiącu byłam tak zdołowana tym, co mi ta aplikacja podpowiadała, że ją odinstalowałam. Miałam dość codziennych komunikatów o konieczności pozostania w domu z powodu obecnych w powietrzu zanieczyszczeń.  

Żyję w świecie, w którym nie potrafię uchronić siebie, ani swojej rodziny przed skutkami nowoczesnych technologii, niezdrowym powietrzem, w końcu skutkami niezdrowego odżywiania. Marna to puenta i niestety, pytanie postawione w tytule, na razie pozostaje dla mnie bez odpowiedzi.


 
   

Komentarze