Wszystko, co ważne.

Wszystko, co ważne.



Kiedy myślę o ubiegłym roku, zdecydowanie przełomowym w moim życiu, roku, w którym zdobyłam się na odwagę zmienić tak wiele z tych rzeczy, które mnie uwierały, to mam ochotę samą siebie pochwalić i przybić sobie piątkę za tę odwagę i siłę, która doprowadziła mnie w miejsce, w którym teraz jestem. Ta rewolucja w moim życiu objęła prawie jednoczesną zmianę pracy i miejsca zamieszkania, więc z całą pewnością zasługuje na miano rewolucji.

O dawna wiem, jak bardzo niszczy wykonywanie pracy, której się nie lubi, przebywanie wśród ludzi, którzy wciąż próbują udowodnić, że są lepsi, poświęcanie 1/3 życia na czynności z naszej perspektywy bezsensowne. Czuję ogromną wdzięczność za to, że w tym momencie mojego życia mogłam pozwolić sobie na zmianę. I, że znalazłam na nią odwagę.

Ulga, jaką czuję dziś, udając się do pracy, radość z tego, że mogę robić coś, co sprawia mi satysfakcję, to uczucia bezcenne. Stawiające na nogi w chwilach przygnębienia, dodające odwagi wtedy, gdy tego potrzebuję. Bo oczywiście i teraz czasami potrafi dopaść mnie to uczucie, gdy wydaje się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie i nic mi się nie udaje. W głowie panuje chaos, świat gna do przodu, a ja stoję w miejscu, z którego nie sposób się ruszyć. Wszystkie cele, które przed sobą postawiłam wydają się wtedy dziecięcymi marzeniami, mrzonkami nie wartymi, by zaprzątać sobie nimi głowę. Jakiś złośliwy głos, obecny w mojej głowie, podpowiada mi, że to, co robię nie ma sensu, nie ma prawa się udać żadna z rzeczy, które sobie zaplanowałam.

Zmiana pracy nie uwolniła mnie od takich chwil. Jednak ogólna równowaga, którą udało mi się osiągnąć, sprawia, że te pesymistyczne myśli ulatują w krótkim czasie gdzieś w niebyt, a ja odzyskuję siłę, by nadal tworzyć to, co sprawia mi radość i satysfakcję. By żyć zgodnie z własnym rytmem, własnymi potrzebami, nie musząc zadowalać innych.

Dziś żyję spokojniej, niż kiedyś. Wolniej. Mam więcej czasu na rzeczy, które lubię. Nie stoję w korkach, nie tracę czasu na dojazdy, to zdecydowanie zaleta wykonywania pracy blisko domu. Nie miałam pojęcia, jak bardzo męczyło mnie miasto, dopóki nie poczułam zapachu drzew i nie usłyszałam piania koguta o poranku. Inne zapachy, inne odgłosy, bardziej naturalne, nie męczące tak bardzo, jak odgłosy miasta.

Jest mi po prostu dobrze tu, gdzie teraz jestem. Myliłam się niegdyś, sądząc, że do szczęścia potrzebuję dużo i wciąż czegoś nowego. Rzeczy, bodźców, nowych miejsc. Jest wręcz przeciwnie. Potrzebuję tego, co już mam, nie szukam nowości i dobrze mi bez pośpiechu. Co ciekawe, nie potrzebowałam wcale dużo czasu, żeby tak przeorganizować swoje życie, by znaleźć się tu, gdzie jestem. Jeden rok i wszystko udało się tak poskładać, by zmienić to, co uwierało.

Życzę i Wam więcej odwagi w sięganiu po to, co ukrywacie w marzeniach. W odnajdywaniu wszystkiego, co ważne.






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2019 Drugie imię , Blogger