5 miesięcy pracy na własny rachunek za mną. Co osiągnęłam i co zamierzam.


Ależ to zleciało! Sama nie wiem kiedy, ale fakt jest faktem, od 5 miesięcy pracuję na własny rachunek, stworzyłam miejsce, gdzie czuję się dobrze i sama sobie jestem szefem. Zorganizowałam od podstaw i otworzyłam mój własny sklep. Sklep z herbatą! Poświęcam czas na to, co daje mi satysfakcję i choć wcale łatwo nie jest, nigdy wcześniej nie czułam się lepiej w tym, co robię.

Skąd wziął się pomysł?

Oczywiście pierwszy był pomysł. Kiełkujący niewyraźnie przez pewien czas, pomysł o małym, przytulnym sklepiku z herbatą, którą uwielbiam. Potem było spisywanie wszystkich pomysłów, jakie przyszły mi do głowy. Następnie układanie tych pomysłów w kategorie i poszczególne działania. I tak od listy z kilkudziesięcioma pomysłami na nazwę, przez wypicie hektolitrów herbaty w celu przetestowania różnych gatunków, od różnych dostawców, po remont lokalu, który, choć był nowy, to do stworzenia miejsca klimatycznego, bez remontu, się nie nadawał.

Pamiętam, że gdy w moim mieście otworzono pierwszy sklep z herbatą na wagę, a był to początek lat 90-tych, to gdy do niego weszłam, pomyślałam: raj, tu mogłabym pracować, a najlepiej w ogóle mogłabym nie wychodzić z takiej pracy, żyć tam, sypiać nawet. Wtedy ani przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym sama podobny sklep prowadzić, ten pomysł pojawił się dużo, dużo później. Nigdy też nie zdobyłam się na poszukiwanie pracy w takim sklepie, tkwiąc w korporacji, w myśl zasady: lepszy znany wróg, niż obcy. Sklep musiał długo przeleżeć w mojej głowie, w szufladzie z napisem: marzenia.

Początki są trudne...

Zanim mógł powstać sklep, musiałam wykonać mnóstwo czynności przygotowujących. Nie na wszystkie z nich byłam przygotowana, niektóre działy się prawie same, inne wyskakiwały niejako przy okazji, kiedy się najmniej tego spodziewałam. Przyznaję, że nie jestem ekspertem od tworzenia sklepu, marki i wszystkiego, co się z tym wiąże. Właściwie to najbardziej polegałam na własnej intuicji i działałam według tego, co mi podpowiadała. Ktoś powie, że to głupota, inny, że odwaga. Pewnie trochę i jedno i drugie. No dobrze, poszłam na żywioł, ale gdybym wszystko chciała przemyśleć dokładnie, to sama bym siebie wystraszyła i nigdy nie zrobiłabym tego kroku ku własnej firmie. Zdałam się całkowicie na siebie i wiedzę, jaką zdobyłam po trosze w życiu, po trosze na studiach. A niech mi się na coś w końcu przyda to, że męczyłam się przez pięć lat na studiach ekonomicznych, zamiast na humanistycznych, które z pewnością byłyby mi bliższe. No i w końcu od czego jest wyobraźnia? Wyobraziłam sobie mój sklep, a następnie go stworzyłam. Prosto brzmi, co?

Organizacja pracy i moje zamierzenia na przyszłość.

Dziś, będąc już w całkiem dojrzałym wieku, dojrzałam też do pracy na własny rachunek. Zdobyłam dość potrzebnej do tego odwagi. Teraz skupiam się na rozwijaniu sklepu, pozyskiwaniu klientów, reklamie w okolicy i nie tylko, aby sklep mógł na długo pozostać dla mnie pracą, o jakiej marzyłam.

Organizacja pracy na własny rachunek to zupełnie inna bajka, niż to, jak dotychczas funkcjonowałam w życiu zawodowym. Bądźmy szczerzy, jestem w wieku 40 plus (duży plus – żeby nie powiedzieć 50 minus) i przez całe życie ktoś był mi szefem. Dawał mi zadania do wykonania, ja je wykonywałam, potem szłam do domu i cześć pieśni. W obecnej rzeczywistości sama muszę wszystko zaplanować, zrealizować lub nie i ponieść tego konsekwencje. Pozyskiwanie klientów w ilości koniecznej do utrzymania sklepu na powierzchni, nie mówiąc o zarabianiu na nim, to trudna sprawa. Sklep w małej miejscowości to nie to samo, co sklep w centrum handlowym w wielkim mieście. Inne koszty działalności, ale też inna ilość klientów. Wciąż trzeba szukać nowych sposobów na ich przyciągnięcie do siebie. Nie wystarczy dobry towar i ceny niższe, niż u konkurencji. Nieustannie trzeba oferować coś nowego i ciekawego. Dlatego moim kolejnym krokiem będzie otwarcie sklepu internetowego, co mam nadzieję już wkrótce nastąpi.

A co, jeśli poniosę porażkę?

Ufam, że uda mi się rozwinąć sklep na tyle, by się utrzymać na powierzchni. A jeśli nie, to z żalem, ale pójdę dalej prosto przed siebie. W mojej głowie mieszka jeszcze kilka pomysłów na to, czym mogłabym się zajmować z satysfakcją. Moje dzieci są już dorosłe i same się utrzymują, to dla mnie bardzo komfortowa sytuacja i znak, że jest to mój czas. Czas, w którym mogę myśleć o sobie więcej, niż dotychczas. A zawodowo zajmować się jedynie tym, co sprawia mi satysfakcję.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2019 Drugie imię , Blogger