Książki pisane przez kobiety, czyli literatura piękna ma piękną twarz.

Literatura-kobieca
Gdyby ktoś zapytał mnie, czy autorami czytanych przeze mnie książek są częściej mężczyźni, czy kobiety, to odpowiedziałabym bez zastanowienia, że mężczyźni. Gdy jednak zajrzałam do notatek, sprawdzając, co czytałam w ciągu ostatnich miesięcy, to okazuje się, że bilans wychodzi prawie pół na pół, z niewielką, ale jednak, przewagą kobiet.

Sięgając po książkę, której nie znam, najpierw zwracam uwagę na autora, dopiero w następnej kolejności na tytuł. Potem czytam blurb, czyli streszczenie i rekomendacje w jednym, umieszczone na tylnej okładce. Tak się składa, że blurb ma zwykle mało wspólnego z tym, co potem wewnątrz książki znajdę, ale taka jego rola, jedynie zachęta do przeczytania. Tak więc autor dla mnie jest na pierwszym miejscu. Jeśli znany, wiem, czego się spodziewać. Zwracam też uwagę, choć myślę, że jest to działanie podświadome, czy autorem jest kobieta, czy mężczyzna. I niesłusznie przecież, ale w pierwszym odruchu spodziewam się krwi po mężczyznach, a ckliwości po kobietach. Nieprawdziwe to i właśnie zdałam sobie sprawę, jak łatwo jest wszystko szufladkować.

Dlatego dziś, w czwartkowej czytelni, powieści pisane przez kobiety. Bo tak naprawdę, to, czy książka jest dobra, czy zła, zupełnie nie zależy od płci. Może się tylko tak wydawać, że pióro kobiece będzie bardziej infantylne od męskiego, ale to nieprawda. Przecież, gdyby nie kobiety w literaturze, nie byłoby wielu wspaniałych opowieści. Poza tym, skoro literaturę nazywamy piękną, to naturalne, że ma ona twarz kobiety :)

Trzy godziny ciszy - Patrycja Gryciuk

Książka „Trzy godziny ciszy” Patrycji Gryciuk nie ma w sobie z infantylności nic, a nic. Posiada za to tak potężny ładunek prawdziwych emocji, takich z gatunku ciężkich, że aż może zwalić z nóg, także niejednego mężczyznę. Główna bohaterka, kobieta, postanawia wrócić do Francji, do miejsca, gdzie spędziła najlepsze lata swojego dzieciństwa. Ma zdiagnozowaną chorobę śmiertelną. Wie, że niewiele w jej życiu pozostało prawdziwego życia, chce więc umrzeć w miejscu, które kocha, a przed śmiercią chce po raz ostatni spotkać mężczyznę swojego życia, z którym los niegdyś ją rozdzielił. Nic w tej książce nie jest takie, na jakie z początku wygląda. Sen miesza się z jawą, a choroba i depresja zmieniają bohaterkę w osobę, którą być nie chce. Do tego wątek kryminalny zamazuje czytelnikowi prawdziwy obraz sytuacji, tak, że sam już nie wie, co tu jest wyobraźnią, a co faktycznie się dzieje, zaś finał zaskakuje tak, jak doskonałe zakończenie zaskoczyć powinno. Powieść jest bardzo dobra i nie można napisać w tym miejscu nic więcej, żeby nie zdradzić ani fabuły, ani finiszu tej opowieści. Jest to książka, która nie daje łatwo o sobie zapomnieć. Taka, którą się żyje jeszcze przez jakiś czas po jej przeczytaniu, z powodu potężnej dawki wrażliwości i emocji oraz umiejętności przekazania tych uczuć czytelnikowi. Było to moje pierwsze spotkanie z Panią Patrycją Gryciuk, ale na pewno nie ostatnie.

Deszczowe ptaki - Clarissa Goenawan

Ta książka mnie zachwyciła. Przeczytałam kilka pierwszych akapitów i pomyślałam, że gdybym nie wiedziała, kto ją napisał, to pomyślałabym, że autorem jest Haruki Murakami. A to nie Mistrz Haruki i nie mężczyzna, ale kobieta napisała tę doskonałą powieść. Główny bohater dowiaduje się, że jego siostra została brutalnie zamordowana. Nie mogąc pogodzić się z jej śmiercią, udaje się do miejscowości, w której mieszkała, aby sprawdzić, co tak naprawdę się wydarzyło. Poznając otoczenie, w którym żyła i pracowała, odkrywa też tajemnice swojej siostry i musi pogodzić się z tym, że, jako dorosłe rodzeństwo, nie byli sobie tak bliscy, jak w dzieciństwie. Jest w tej książce tęsknota za tym, co było i nieodwracalnie odeszło, jest żal z powodu niewypowiedzianych słów i niezrobionych rzeczy. Zakończenie nie jest zaskakujące, ale nie jest to wadą tej powieści. Akcja toczy się niespiesznie, jak przystało na powieść z dalekiego wschodu. I znów, nie da się powiedzieć zbyt wiele, żeby zbyt wiele nie wyjawić. Autorka nie jest Japonką, pochodzi z Indonezji, a mieszka w Singapurze, jednak jej pisarstwo ma w sobie wszystko, co znam z ulubionych powieści japońskich. Nie jest to książka dla każdego, ale jeśli lubcie podobny klimat, to się nie zawiedziecie.

Dziewiętnaście minut - Jodie Picoult

Tej pisarki nikomu przedstawiać nie trzeba, ma świetne pomysły na powieści i książek wydała już tyle, że trudno zliczyć. Mnie jednak jej pisarstwo nie zawsze odpowiada i bywało, że jakąś książkę zaczynałam i nie kończyłam, poirytowana marną stylistyką. Ale może to kwesta tłumaczenia, czy ja wiem? Musiałabym przeczytać choć jedną powieść w oryginale, żeby móc się wypowiadać, a na to porywać się nie mam ochoty. Po „Dziewiętnaście minut” sięgnęłam, zainteresowana tematem powieści. Nastolatek postanawia na własną rękę rozprawić się z dręczącymi go kolegami ze szkoły, przynosi ze sobą broń i dochodzi do wyjątkowej masakry, tragicznej w skutkach. Poznajemy punkt widzenia ofiar i ich rodzin, ale przede wszystkim głównego bohatera, targające nim uczucia i uczucia jego rodziny. Ta warstwa powieści była dla mnie najciekawsza. Jak to jest być matką mordercy? A ojcem? Dowiecie się tego z tej dobrze skonstruowanej i naprawdę nieźle napisanej powieści. Mimo kilku językowych niedociągnięć, takich dziecinnie skleconych zdań, ta książka bardzo mi się podobała.

Zabójcza biel - Robert Galbraith

Niech Was nie zmyli imię i nazwisko, Robert Galbraith to nie kobieta. Jest to pseudonim J. K. Rowling, autorki książek o Harrym Potterze. Pod tym pseudonimem autorka wydaje książki dla dorosłych czytelników. „Zabójcza biel” to 4 część serii kryminalnej z detektywem Cormoranem Strikiem i jego asystentką Robin Ellacott w rolach głównych. Ta para współpracowników spotyka się w 1 części i wspierając się, rozwiązuje, inną w każdej książce, zagadkę. Jest to klasyczna, dobrze napisana powieść kryminalno-detektywistyczna, czerpiąca to, co najlepsze z gatunku kryminału brytyjskiego. W 4 części pewien młody człowiek, z widocznym defektem natury psychicznej, opowiada Cormoranowi historię morderstwa, którego miał być świadkiem, jako dziecko. Tak wchodzimy w świat polityków, pozornie tylko bogatych brytyjskich elit, rodzinnych kłótni, zawiści i spadków. Jak to się wszystko rozwinie, kto jeszcze straci życie i, czy historia przedstawiona przez chorego psychicznie młodzieńca jest prawdziwa, musicie przekonać się sami. Styl tej książki, jak i całej serii, przypomina mi trochę powieści Raymonda Chandlera. Akcja toczy się w równym, nie za szybkim tempie, by tylko momentami przyspieszać, nie dając czytelnikowi się nudzić. I chociaż, jak to bywa w przypadku serii, najbardziej podobała mi się 1 część, a w każdej kolejnej doszukuję się minusów, to ogólny bilans i tak wychodzi mi na plus i uważam pisarstwo Pani Rowling, ukrytej pod płaszczem Pana Galbraitha, za bardzo udane.

_________________________

Ciekawa jestem, czy znacie którąś z przedstawionych przeze mnie książek i czy Wam się podobała, albo, czy polecilibyście inne tytuły tych, lub innych autorek. Piszcie śmiało w komentarzach. Niech wiem, że jest ktoś po drugiej stronie :)


Jeśli Ci się podobało, udostępnij, proszę: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2019 Drugie imię , Blogger