Pasztet z batatów i kaszy jaglanej

pasztet-z-kaszy-jaglanej

Co ma pasztet wspólnego ze zdrowiem?

Człowiek jest całością. Każda komórka, każda, najmniejsza nawet cząstka, ma wpływ na działanie pozostałych. Kiedy jedna niedomaga, reszta też radzi sobie coraz gorzej. Gdy jakiś czas temu zaczął boleć mnie żołądek i wkrótce, jako najlepiej przebadana w okolicy osoba, chodziłam z wynikami badań od lekarza do lekarza, oni tylko rozkładali ręce. Przecież jest pani zdrowa, słyszałam i czułam, że chcą się mnie pozbyć, bo tylko im głowę zawracam. Może się pani czymś denerwuje? Życiem, miałam nie raz na końcu języka, ale się powstrzymywałam, bo o czym tu dyskutować. Ponieważ od tych wizyt mój żołądek nie przestał mnie ani trochę boleć, a proponowanych lekarstw nie chciałam zażywać przewlekle, postanowiłam sama zająć się sobą. Zgłębić temat tego, co może mi szkodzić i wyeliminować to. Słowem zmienić dietę. Bałam się tego bardzo, jednak z czasem okazało się, że niepotrzebnie. Ratunek przyszedł bowiem ze strony nielubianej przeze mnie dotąd kaszy jaglanej, a już tak całkowicie, to życie uratował mi pasztet z batatów i kaszy jaglanej, ale o tym za chwilę. 

Jak pokochałam kaszę jaglaną.

W takich chwilach, gdy postanawiasz coś zmienić w swoim życiu, wiele rzeczy dzieje się niejako przypadkiem, już wszechświat ma swoje sposoby, żeby się wtrącić. Tak więc przypadkiem wpadła mi w ręce książka Agaty Młynarskiej "Pyszna zmiana, czyli moje życie bez glutenu". Już pierwsze jej słowa: "odkąd pamiętam, bardzo często bolał mnie brzuch", zapaliły w mojej głowie czerwone światełko, nikłe na początku, ale w miarę czytania, przeradzające się w wielki czerwony neon, migająco - alarmujący. Bo to było o mnie. Bo, odkąd pamiętam, bolał mnie brzuch. Powinnam może wtedy rozpocząć wszystko od porządnych badań w kierunku nietolerancji pokarmowych, ale dużo wokół nich kontrowersji, skuteczne, czy nie, mnóstwo jest wykluczających się opinii. Porządne testy, tzw. IgG-zależne są naprawdę drogie, a ja i tak już miałam dosyć badań i lekarzy, więc postanowiłam, że na razie na własną rękę wyeliminuję gluten z diety i zobaczę, co się stanie. Zmiana nie nadeszła szybko. Ale po 6 - 8 tygodniach zaczęłam widzieć efekty. Czułam się lekko, żołądek się uspokoił, brzuch przestał przybierać kształt balonu, a co najciekawsze, miałam więcej siły, przestałam się męczyć byle spacerem, czy podbiegnięciem do autobusu. Do tego schudłam, co tylko umocniło mnie w przekonaniu, że najbardziej tyłam od mąki pszennej, tak, jakby mój organizm kompletnie nie wiedział, co ma z nią zrobić i wsadzał mi ją w d... 

Kolejnym przypadkiem, jaki nastąpił w tamtym czasie było polecenie mi przez koleżankę książki "Jaglany detoks" Marka Zaremby. Już dawno słyszałam, jakoby kasza jaglana była bardzo zdrowa i polecana na wszelkie dolegliwości żołądkowe, ale ja jakoś nigdy nie byłam "kaszowa". Taki kartofel utopiony w sosiku, to dla mnie było coś, ale kasza? Bleee. Jednak, zachęcona przez autora, postanowiłam spróbować. No i się zakochałam na zabój. Tak, że jestem wierna tej miłości po dziś dzień. Gdy pierwszy raz ugotowałam sobie michę kaszy jaglanej na mleku kokosowym, po kilku pierwszych łyżkach poczułam, jakby mi ktoś przykleił plaster na mój wycieńczony, bolący żołądek. To działało! Do dziś jednym z moich ulubionych śniadań jest taka właśnie kasza jaglana z dodatkiem jedynie kilkunastu rodzynek. 

Jak dziś radzę sobie z dietą.

Zmiana mojej diety następowała powoli, ale motywacja wzrastała wprost proporcjonalnie do poprawy samopoczucia. Zaczęłam jeść dużo warzyw, kasz, owoców, odstawiłam gluten, na który teraz pozwalam sobie sporadycznie (czasami i ja nie oprę się zapachowi świeżej bułeczki). Zmniejszałam też stopniowo ilość mięsa w diecie, co nie było proste, bo wcześniej byłam bardzo mięsożerna. Dziś jem mięso bardzo rzadko, jednak nie odczuwam jakiejś wyjątkowej za nim tęsknoty. 

Zastosowanie na co dzień jakiejkolwiek diety nie jest proste, zawsze trzeba mieć pod ręką choć jedną zdrową przekąskę, która zaspokoi głód i nie pozwoli sięgnąć po pierwszą z brzegu drożdżówkę. Ale przy minimalnej organizacji zakupów pod tym kątem, można sobie poradzić. Zawsze staram się mieć w lodówce porcję ugotowanej kaszy jaglanej, którą po podgrzaniu i dodaniu do niej np. pesto, mogę sobie szybko zaserwować. Lubię też pasztety i wszelkiego rodzaju smarowidła, które zjadam nie koniecznie z chlebem, ale np. z plackami gryczanymi.

Poszukiwania przepisu na idealny pasztet z kaszy jaglanej.

Jedną z moich ulubionych zdrowych przekąsek jest pasztet jaglany. Próbowałam różnych przepisów, zaczerpniętych z wszelakich blogów i książek, no i efekty także bywały różne. Od twardego, zbitego dziwadła, które nie chciało wyleźć z blaszki, po zupełnie rozwalający się i suchy kawałek czegoś, czego nie śmiem nawet pasztetem nazywać. Zanim osiągnęłam upragnioną konsystencję i odpowiadający mi smak, ładnych parę razy raczyłam się nieudanym pasztetopodobnym zjawiskiem. Cóż, ponoć najlepsza nauka, to ta na błędach własnych. 

Dziś jestem dumna z mojego przepisu na pasztet, który fantastycznie zaczął się udawać i bardzo mi smakować, gdy dodałam do masy solidną porcję, cudownie sklejających wszystko, ugotowanych batatów. Do tego ich słodycz bardzo mi odpowiada. Pasztet jest oczywiście bezglutenowy. Dziś tym przepisem chcę się z Wami podzielić. 

Pasztet z batatów i kaszy jaglanej robi się szybciej, niż tradycyjny, przygotowanie masy zajmuje może z pół godziny, potem piecze się sam. Smakuje świetnie solo, albo z chlebem na zakwasie w towarzystwie ogórka kiszonego, czy żurawiny, zależy co lubicie. Jeśli szukacie przepisu na coś zdrowego, spróbujcie.

Przepis na pasztet z batatów i kaszy jaglanej.

Składniki na dwie blaszki keksowe średniej wielkości:
  • 2 duże bataty,
  • 2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej (1 szklanka suchej),
  • 1/2 puszki mleka kokosowego dobrze wstrząśniętego,
  • 1/2 szklanki wody,
  • 1/2 szklanki mąki ryżowej,
  • 1/2 szklanki mąki kukurydzianej,
  •  4 łyżki mąki lnianej,
  • 2 łyżeczki soli,
  • 2 łyżeczki garam masali (albo czarnego, mielonego pieprzu, ale ja lubię ten orientalny smak),
  • 2 łyżeczki czosnku suszonego,
  • 1 łyżeczka papryki wędzonej,
  • 4 łyżeczki płatków drożdżowych (można pominąć, ale płatki dają tzw. smak umami - piąty smak, który bardzo dobrze robi potrawom wegetariańskim),
  • 8 łyżek dobrego oleju lub oliwy (ja wolę olej o neutralnym smaku, np. rzepakowy lub z pestek winogron).
Wykonanie:

Bataty obieramy, kroimy w kawałki i gotujemy na parze do miękkości. Trwa to ok. 15 min. Można też pokrojone bataty upiec w piekarniku, ale nie gotowałabym ich w wodzie, bo potem wraz z wodą odlejemy cały smak.
Ugotowaną i ostudzoną kaszę jaglaną przekładamy do miski, dodajemy mleko kokosowe, olej, wszystkie mąki oraz przyprawy i mieszając łyżką dodajemy połowę wody, która jest w przepisie. Dodajemy miękkie i lekko przestudzone ziemniaki i blendujemy wszystko żyrafą do uzyskania konsystencji masy pasztetowej. W trakcie blendowania dodajemy resztę wody, ale ostrożnie, żeby masa nie była zbyt rzadka.
Przekładamy masę do dwóch foremek wyłożonych papierem do pieczenia, wyrównujemy i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni z termoobiegiem przez 1 godzinę i 15 minut.
Wyjmujemy z piekarnika i studzimy w blaszkach. Przechowujemy w lodówce, wtedy doskonale się kroi.

Smacznego!

bataty

bataty-na-parze

kasza-jaglana

pasztet-z-kaszy-jaglanej

pasztet-z-kaszy-jaglanej

pasztet-z-kaszy-jaglanej



Jeśli Ci się podobało, udostępnij, proszę:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2019 Drugie imię , Blogger