Lagom, hygge, czy ikigai? Różne oblicza poczucia szczęścia.

Niebieski rower pod drzewem obok drogi

Kto bardziej potrzebuje wyjątkowego podejścia do życia, niż ludzie z północy? Ci, którzy zdani na kaprysy przyrody, zmagają się z chłodem i szarówką. Twierdzą, że nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. Mimo to, czasami jest mi ich żal. Bo wiem, że w ciągu roku tak mało doświadczają słońca.

Ludzie są bardziej pokorni tam, gdzie przyroda góruje nad człowiekiem. Gdzie nie pozwala mu zapomnieć, że to ona jest panią tego świata. Doceniają życie takim, jakie jest. Tak jest w Szwecji. Tam celebrują swoje życie w rytmie lagom. Podobnie w Danii. Oni mają swoje hygge. Tak jest też w Japonii. W kraju, w którym jedno trzęsienie ziemi potrafi zniszczyć wszystko, co zbudował człowiek. Ale Japończycy mają swoje ikigai. Ich wszystkich łączy wyjątkowe podejście do życia, odnajdywanie poczucia szczęścia w drobiazgach.

Jest wiele powodów, dla których fascynuje mnie Skandynawia. Powoli układam sobie w głowie plan jej odwiedzenia i zwiedzenia. Podobne odczucia mam w stosunku do Japończyków. Zachwyca mnie ich kultura, w ogóle cała spuścizna. Dlatego ten kierunek też kiedyś chciałabym obrać sobie na wyprawę marzeń.

Ale dziś nie o tym, a o specyficznym podejściu do życia, jaki te wyspiarskie narody prezentują. O ich recepcie na szczęście. O filozofiach lagom, hygge oraz ikigai. A także o tym, jak odnaleźć nasze własne poczucie szczęścia.

Potrzebujemy sztuki lagom, aby unikać skrajności.

Szwedzi mają we krwi swoje lagom. Jest to podejście do życia, które oznacza, że tego, co mamy wokół nas powinno być nie za dużo, nie za mało, ale jak w sam raz. To niezwykła sztuka równowagi, która pokazuje, jak osiągnąć poczucie szczęścia i dobrostanu żyjąc skromnie. Żyjąc na miarę własnych potrzeb i w zgodzie z naturą. Niejednokrotnie w otoczeniu ręcznie wykonanych przedmiotów. Bez skrajności, unikając przesady w każdym aspekcie życia. Doceniając to, co się ma. Niektórzy twierdzą, że to dorabianie jakiejś ideologii do życia. Jednak mnie bardzo bliska jest ta filozofia. Poszukuję bowiem na co dzień balansu pomiędzy pracą a wypoczynkiem. Dbam o nastrój mój i moich najbliższych. Cieszę się z małych rzeczy. Nieodłącznym elementem takiego podejścia jest odkrywanie pasji w rzeczach zwyczajnych, prostych. Rozsmakowanie się w codzienności, która składa się na życie. Dla mnie to przepis na poczucie szczęścia. Ta szwedzka sztuka umiarkowania wprowadza spokój i harmonię w każdy z obszarów naszego funkcjonowania. Poczynając od jedzenia, przez spędzanie wolnego czasu, na pracy kończąc. Słowo „lagom” oznacza środek, średnią. Zawiera się w nim zupełne przeciwieństwo tego, co my niejednokrotnie robimy w swoim życiu. Przejadamy się, by potem katować się dietą. Spędzamy godziny przed telewizorem, aby stwierdzić, że powinniśmy biegać. Wtedy lecimy od razu na maraton. Kupujemy mnóstwo rzeczy niepotrzebnych, by potem poddać się modzie na minimalizm. Z tego powodu wyrzucamy to, co wcześniej kupiliśmy. Brak przesady i niepopadanie w skrajności to, według sztuki lagom, droga do poczucia szczęścia. Także do spokojnego i pełnego życia. I często mam wrażenie, że niejednemu mojemu rodakowi, sztuka ta mogłaby się bardzo przydać w życiu. 

Poszukiwanie estetyki i piękna w rytmie hygge.

Duńczycy też postanowili nazwać swoje poczucie szczęścia. Jest to hygge. Słowo znaczące tyle, co dobre samopoczucie lub odczuwanie zadowolenia. Na ten styl życia składa się dążenie do szczęśliwego, komfortowego życia. Można to osiągnąć poprzez dbanie o wyjątkową atmosferę w domu, stworzenie odpowiedniego klimatu, ciepła domowego ogniska. Każdy chyba nie raz widział w sklepach świeczki z napisem „hygge”. To właśnie Duńczykom zawdzięczamy ich popularność. Hygge to nie tylko czynności, które prowadzą nas do poczucia szczęścia. To przede wszystkim stan umysłu, nacisk na odczuwanie przyjemności z bycia tu i teraz. Także docenienie chwili spędzanej w gronie najbliższych, w atmosferze ciepła i bezpieczeństwa. To dobre jedzenie, zwykle wspólnie przygotowane. To migoczące płomienie świec, dające niezwykły nastrój. To celebrowanie małych radości w szczególny, odświętny sposób. Hygge nauczyło mnie, aby nie pozostawiać tego, co najlepsze na potem. By na co dzień korzystać z pięknych filiżanek. By każdego zimowego wieczora otulać się najlepszym kocem. Hygge uczy także dbania o relacje. Spędzania wyjątkowego czasu z najbliższymi. Tworzenia wspólnej ciepłej atmosfery. Uczy dzielenia się ze sobą poczuciem szczęścia. Bardzo ważne jest to, jak mieszkamy i jakimi przedmiotami się otaczamy. I nie chodzi tu o jakieś wyszukane i drogie wyposażenie wnętrz. Przyznaję, że Duńczycy są znani z wyjątkowego wyczucia stylu. Jednak w hygge chodzi o zaspokojenie własnego poczucia piękna. Wypoczywamy i dobrze czujemy się we wnętrzach, które stworzyliśmy z przyjemnością. W tych, które wypełniliśmy pięknymi i ważnymi dla nas przedmiotami. Dlatego tak ważną rolę w hygge odgrywa dom, nasza bezpieczna przystań. Przestrzeń stworzona zarówno do pracy, jak i wypoczynku. Z obowiązkowym miejscem do realizowania pasji. Ten aspekt duńskiej filozofii jest mi niezwykle bliski. Od dawna czułam, że tylko w domu mogę czuć się naprawdę komfortowo i bezpiecznie. Nawet wtedy, gdy jeszcze nie słyszałam o tej filozofii. Staram się więc przykładać dużo uwagi do tego, jak mieszkam. Do tego, jakimi przedmiotami się otaczam. I doskonale odnajduję się w tej filozofii. Czerpię z niej inspiracje dla stworzenia w moim domu atmosfery ciepła i bezpieczeństwa. Wyjątkowej atmosfery poczucia szczęścia. 

Ikigai, czyli japoński przepis na szczęście.

Japońska sztuka poczucia szczęścia to jednocześnie recepta na życie pełne spokoju i satysfakcji. Mowa o filozofii ikigai. Słowo to oznacza czerpanie przyjemności oraz istotę życia. Ikigai składa się z dwóch członów: iki-, znaczące tyle, co żyć i -gai, oznaczające powód. Powód do życia, tak w skrócie można określić tę filozofię. Charakteryzuje ona swoistą motywację wewnętrzną. Powód, dla którego każdego dnia chce nam się wstawać z łóżka. Podstawą ikigai jest odnalezienie czynności, których realizowanie nadaje sens naszemu życiu. Mogą to być drobiazgi. Mogą też to być wielkie przedsięwzięcia. Muszą mieć jednak jeden wspólny mianownik. Mianowicie ich realizacja powinna pochłaniać nas bez reszty. Istotą japońskiej sztuki ikigai jest więc odnajdywanie sensu i radości w czynności wykonywanej w danej chwili. Skupienie się na niej, bez oczekiwania na jakiś wyjątkowy efekt, czy sukces. Liczy się sama czynność oraz bycie tu i teraz. Zanurzenie się w chwili. Koncentrowanie się na przyjemności, płynącej z samego działania, a nie dopiero z efektu. Stąd wywodzi się tradycja japońskich rytuałów. Np. ceremonia parzenia herbaty to szereg ruchów, wykonywanych bez pośpiechu, uważnie i w skupieniu. Taki sposób wykonywania czynności sprawia, że nawet obowiązki przestają być nieprzyjemne. Stają się natomiast wartością samą w sobie. Z przyjemnością odnajduję przepis na poczucie szczęścia w japońskiej filozofii ikigai. Sama już dawno odkryłam, że tylko realizacja rzeczy przyjemnych, wręcz pasjonujących, nadaje naszemu życiu sens. Sprawia też, że chce nam się działać. Dlatego tak bliskie jest mi to podejście Japończyków. Tym bardziej, że ostatnio wiele myślę o motywacji do działania i do podejmowania różnych aktywności w życiu. Pisałam o tym w tym miejscu.

Zachwycam się każdą z tych filozofii. I w każdej znajduję to, co dla mnie najważniejsze.

Lagom namawia mnie do nie popadania w skrajności. Niejednokrotnie miałam takie zapędy. Uczy mnie także radości z rzeczy codziennych, z pozoru błahych. Uważności i zatrzymania się w biegu. Dzięki lagom żyję zdecydowanie wolniej. Gdy po raz pierwszy przeczytałam o tej filozofii, pomyślałam, że została wymyślona specjalnie dla mnie.

W hygge odnajduję przyjemność z aranżacji mojego domu. Ogromną radość sprawia mi przestawianie przedmiotów. Znajdowanie im innego miejsca, tworzenie atmosfery ciepła. Zmienianie tej atmosfery w poszczególnych częściach domu. Uwielbiam aranżowanie moich czterech kątów.

Ikigai natomiast, jest dla mnie drogą do odkrywania coraz większej przyjemności w realizowaniu pasji. Potwierdza to, co zawsze czułam. Że tylko robiąc to, co naprawdę lubię, mogę być spełniona i szczęśliwa. Ponadto ikigai ma dla mnie zapach Japonii, miejsca, do którego mam zamiar kiedyś pojechać.

Poczucie szczęścia mamy w sobie, tylko nie zawsze potrafimy je odkryć i wydobyć. Są jednak gotowe recepty. Trochę lagom, nieco hygge i całkiem sporo ikigai. Po to, aby żyć pełniej, radośniej i  bardziej satysfakcjonująco. Po prostu szczęśliwie.





Czy ten wpis wydaje Ci się inspirujący? Jeśli tak, udostępnij go, proszę:

4 komentarze:

  1. Wciąż szukamy inspiracji w innych narodach, a myślę że powinniśmy dogłębniej spojrzeć na własne, polskie możliwości i przekonania, w które za słabo wierzymy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym, ale nie znalazłam takiej typowo polskiej i nazwanej filozofii, mówiącej o radości życia, celebrowaniu pasji, zachowaniu umiaru. Poza tym lubię się inspirować, to mi daje kopa :)

      Usuń
  2. Pięknie to wszystko ubrałaś w słowa! To prawda, szczęście mamy w sobie. Sama szukałam go nadaremnie zbyt długo poza mną. Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Ważne, że teraz już wiesz, gdzie tego szczęścia należy szukać :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2019 Drugie imię , Blogger