Wszystko, czego nie wiesz o kaszy jaglanej. Plus przepis na szybki obiad. Kasza jaglana z pesto, serem kozim i pomidorami.

Wszystko, czego nie wiesz o kaszy jaglanej. Plus przepis na szybki obiad. Kasza jaglana z pesto, serem kozim i pomidorami.

kasza-jaglana-ser-kozi

Odkąd poznałam kaszę jaglaną, jestem jej wielką fanką. O właściwościach prosa pisałam nieco w tym artykule. Dziś chciałabym rozszerzyć i trochę jeszcze uzupełnić ten temat. A także podać Ci przepis na mój ulubiony, ekspresowy obiad. Neutralność kaszy jaglanej, aromat bazyliowego pesto, słodycz pomidorów i kozi ser. Zestawienie doskonałe. 


Właściwości kaszy jaglanej.


Pod względem zawartości składników odżywczych kasza jaglana nie ma sobie równych. Jest bogata w witaminy z grupy B, szczególnie tiaminy (B1), ryboflawiny (B2) i pirydoksyny (B6). Znajduje się w niej dużo minerałów, w tym żelazo, miedź, fosfor, potas i magnez. Kasza jaglana zawiera dużo łatwo przyswajalnego białka, a także mnóstwo złożonych węglowodanów. Jest więc bardzo wartościowym źródłem energii. Jest doskonały pokarmem dla mózgu, wpływa korzystnie na koncentrację i pamięć, ponieważ zawiera dużo lecytyny. Przyczynia się do utrzymania właściwego poziomu cholesterolu we krwi. Pełno w niej także antyoksydantów, neutralizujących wolne rodniki, czyli cząsteczki, których działanie prowadzi do przyspieszenia procesów starzenia się, a także do powstawania komórek nowotworowych.

Obecna w kaszy jaglanej witamina E przeciwdziała starzeniu się skóry. Ale tym, za co najbardziej lubię kaszę jaglaną, jest całe bogactwo krzemu, który utrzymuje w dobrej formie moje włosy, paznokcie i skórę. Krzem ma także świetny wpływ na stawy i kości, gdyż przeciwdziała ich odwapnianiu.

Kasza jaglana posiada odczyn zasadowy. Ponieważ dieta przeciętnej osoby składa się głównie ze składników kwasotwórczych (mięso, nabiał, cukier, kawa), to właśnie kasza jaglana może wpłynąć na przywrócenie równowagi kwasowo-zasadowej. Proso działa alkalizująco na organizm, który zakwaszony jest przez drożdżaki, zatem osoby cierpiące z powodu np. kandydozy powinny wprowadzić je do diety. Niektórzy twierdzą, że zakwaszenie to mit i termin wymyślony, jako chwyt marketingowy. Inni dowodzą, że zakwaszenie organizmu i kandydoza mogą skutkować poważnymi problemami zdrowotnymi, w tym także chorobą nowotworową. Bezsprzeczne pozostaje jednak to, że kasza, jako całe bogactwo witamin, minerałów, złożonych węglowodanów oraz łatwo przyswajalnego białka, plasuje się na czele listy polskiej super żywności.

Jak już wiesz, ja jestem wielką entuzjastką tego niepozornego ziarna. Potrawy z jego udziałem są lekkostrawne i na długo sycą. Dobrze ugotowana kasza jaglana ma neutralny smak, jest więc doskonałą bazą dla mojej kulinarnej wyobraźni. Zachęcam Cię do włączenia prosa do Twojego menu. Nic nie tracisz, a zyskujesz zdrowie i dobre samopoczucie.


Jak prawidłowo ugotować kaszę jaglaną.


Sposób gotowania kaszy jaglanej zależy od tego, do jakiej potrawy chcemy jej użyć. Czasami potrzebujemy kaszy mocno sypkiej, a czasami rozgotowanej, bardziej kleistej. Kluczowym jest w tym wypadku stosunek ilości suchej kaszy do ilości wody. Wynosi on 1:2, gdy chcemy otrzymać kaszę ugotowaną na sypko i 1:2½ (lub więcej), gdy potrzebujemy kaszy o kleistej konsystencji.

Kaszę zawsze przed gotowaniem należy dokładnie wypłukać, żeby pozbyć się goryczki. Dlatego nie warto kupować kaszy w woreczkach, ponieważ i tak trzeba woreczek rozciąć, a kaszę wsypać na sitko i przepłukać. Jeśli tego nie zrobisz, kasza będzie gorzka i tylko się do niej zrazisz. Nie warto, kasza jaglana w woreczkach to żadne ułatwienie.

Kaszę zalewamy wodą w garnku, doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i pozwalamy jej się gotować. Nie mieszamy podczas gotowania. Nie przykrywamy przykrywką, chyba, że chcemy otrzymać kaszę mocno kleistą.

Ugotowaną kaszę jaglaną można przechowywać w lodówce ok. 3 dni. Ja zwykle gotuję większą ilość kaszy, żeby zawsze mieć porcję pod ręką. Po wyjęciu z lodówki, można podprażyć kaszę na patelni z dodatkiem oleju, np. kokosowego, albo podlać w garnku odrobiną wody i bardzo krótko zagotować.

Kasza jaglana na sypko (sposób 1)


Odmierz 1 szklankę kaszy jaglanej, wsyp ją na sitko i płucz pod bieżącą wodą tak długo, aż woda wypływająca spod sitka będzie przezroczysta. Trwa to ok. 2 min.

Włóż wypłukaną kaszę do garnka, dodaj 2 szklanki zimnej wody i gotuj na wolnym ogniu ok. 15 minut, aż woda całkowicie się wchłonie. Nie mieszaj kaszy podczas gotowania. 

Kasza jaglana na sypko (sposób 2)

 
Odmierz 1 szklankę kaszy jaglanej, wsyp ją do garnka z grubym dnem i praż do momentu, aż zacznie pachnieć lekko orzechowo. Cały czas mieszaj drewnianą łyżką, żeby kasza się nie przypaliła. Uprażoną kaszę zalej gorącą wodą i odcedź na sitku. Przepłucz lekko pod ciepłą, bieżącą wodą.

Włóż kaszę do garnka, dodaj 2 szklanki gorącej wody i gotuj na wolnym ogniu ok. 15 minut, aż woda całkowicie się wchłonie. Nie mieszaj kaszy podczas gotowania.

W ten sposób warto przygotowywać kaszę zwłaszcza jesienią i zimą, ponieważ działa mocno ogrzewająco na organizm. 

Kasza jaglana bardziej kleista


Odmierz 1 szklankę kaszy jaglanej, wsyp ją na sitko i płucz pod bieżącą wodą tak długo, aż woda wypływająca spod sitka będzie przezroczysta. Trwa to ok. 2 min.
Włóż wypłukaną kaszę do garnka, dodaj 2½ szklanki zimnej wody, przykryj pokrywką i gotuj na wolnym ogniu ok. 15 minut, aż woda całkowicie się wchłonie. Nie mieszaj kaszy podczas gotowania.

Kasza jaglana na mleku


Zamiast na wodzie, można ugotować kaszę jaglaną na mleku zwykłym lub roślinnym. Szczególnie w wersji śniadaniowej tak ugotowana kasza świetnie smakuje. Postępujemy tak, jak podczas gotowania kaszy z udziałem wody, tylko używamy wybranego mleka. Od nas zależy, czy chcemy kaszę sypką, czy bardziej kleistą. 


Kasza jaglana z pesto, serem kozim i pomidorami – przepis.

 

Składniki (2 porcje):


1½ szklanki kaszy jaglanej ugotowanej na sypko

garść pomidorków koktajlowych

5 pomidorów suszonych (w zalewie z oliwy lub oleju)

100 g sera koziego miękkiego (np. w talarkach z Lidla)


Do przygotowania pesto:

pęczek bazylii

1/3 szklanki orzechów nerkowca lub ziaren słonecznika

1/4 szklanki dobrej jakości oliwy z oliwek

sól i pieprz do smaku


Dla kompletnie niemających czasu:

3 łyżki gotowego pesto o sprawdzonym, dobrym składzie

 

Wykonanie:


Przygotowujemy pesto. Jeśli mamy dobry blender kielichowy, umieszczamy w nim wszystkie składniki pesto i miksujemy do uzyskania gładkiej konsystencji.

Jeśli jesteśmy zdani na ręczny blender typu „żyrafa”, moczymy przez pół godziny orzechy nerkowca lub ziarna słonecznika w wodzie. Odcedzamy, dodajemy posiekaną bazylię, oliwę i przyprawy. Blendujemy do uzyskania gładkiej konsystencji.

Ugotowaną na sypko kaszę jaglaną mieszamy z ok. 3 łyżkami pesto. Resztę pesto przekładamy do czystego słoiczka, zakręcamy szczelnie i przechowujemy w lodówce.

Do ciepłej kaszy z pesto dodajemy rozdrobniony ser kozi, lekko mieszamy. Układamy kaszę na talerzach, obkładamy pokrojonymi w paski suszonymi pomidorami i pokrojonymi pomidorkami koktajlowymi. Podajemy.

 

Smacznego! 

 

kasza-jaglana-ser-kozi


 

Inne, doskonałe przepisy z udziałem kaszy jaglanej:

 

 

Jaglanka na mleku kokosowym z masłem orzechowym i rodzynkami.

 

Pasztet z batatów i kaszy jaglanej.

 

 

 

Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz.

 

Możesz też udostępnić ten post dalej:

Pozwól sobie na odrobinę wspomnień. Niezwykłe funkcje mózgu człowieka.

Pozwól sobie na odrobinę wspomnień. Niezwykłe funkcje mózgu człowieka.


wspomnienia-mozg-czlowieka


Nie wiem, jak się tam znalazłam. Koła same wybrały ten kierunek, a potem nogi bez pytania poszły w tamtą stronę. Tak jakby miały w sobie jakąś pamięć komórkową, o której mózg dotąd nie miał pojęcia.

Stanęłam nieopodal mojego domu rodzinnego i spojrzałam w górę. W okno, które na pewno pamięta moją małą buzię przyklejoną do szyby. Kto dziś przez nie wygląda, jak ja 40 lat temu? Bardzo to lubiłam. Ten nieskomplikowany świat, który widziałam przez okno, wydawał mi się niezwykle ciekawy. Dziś drzewa wciąż te same, choć ich korony znacznie większe. Ale ptaki tak samo się kłócą, siedząc na gałęziach. I trzepak ten sam. I myśl mnie zaskakuje taka, że dziwne, że wciąż tam stoi. I czy ktoś się jeszcze na nim buja, jak ja niegdyś, z głową w dół? Spadniesz! Wołał mój dziadek. Ale ja się nie bałam. Uwielbiałam ten świat odwrócony do góry nogami. Uwielbiałam uczucie, gdy mój żołądek fikał koziołka z każdym trzepakowym obrotem.

Podwórko ma dziś zapach spalin samochodowych i rozgrzanego asfaltu. I zdaję sobie sprawę z tego, że nie pamiętam, jak pachniało kiedyś. Mogę przywołać w pamięci poszczególne obrazy. Biegające dzieci, sąsiadkę w oknie, kota wylegującego się pod ławką. Ale nie pamiętam zapachu. Robi mi się żal i w jednej chwili dopada mnie smutek. A może to jest tęsknota? Za miejscem, tak innym, niż dziś. Za ludźmi, których już nie ma. Za małą dziewczynką, dla której świat zamykał się w tym niepozornym miejscu, ukrytym pomiędzy domami.


Mózg jest jak pudełko wspomnień.

 
Życie to kolekcja wspomnień. A wspomnienia to najcenniejsze, co mamy w sobie. Zapisana jest w nich nasza przeszłość. Możemy do nich wracać, żeby wywołać w sobie pożądane emocje. Możemy chcieć o nich zapomnieć, gdy wywołują negatywne skojarzenia. Bo wspomnienia mogą cieszyć, albo boleć. To zależy od nas, a głównie od tego, jakie nadamy im znaczenie. Mogą nas razić prądem i wywoływać burzę, ilekroć je przywołamy. Albo dawać ukojenie, wywołując uśmiech na twarzy i ciepło w sercu.

Jedną z niezwykłych funkcji mózgu człowieka jest to, że potrafi przywołać wspomnienia, które dostarczają tak samo intensywnych emocji, jak odczuwane w chwili wspominanych zdarzeń. Mózg to takie pudełko z szufladkami, w których poukładane są wspomnienia. Gdy zatęsknisz za szumem morza, otwierasz odpowiednią szufladkę w mózgu i już możesz przenieść się na bałtycką plażę i niemal poczuć zapach morskiej bryzy. Często wykorzystuję tę umiejętność mojego mózgu. Lubię wspominać rzeczy przyjemne. Inspirują mnie one do działania i dodają siły w codzienności.

Sentymentalne podróże do przeszłości dają ukojenie i wsparcie. Ale mogą też wywoływać smutek, ból, a nawet strach. Mamy w sobie przecież wiele wspomnień związanych z nieprzyjemnymi wydarzeniami z naszego życia. Jeśli na to pozwolimy, nasz mózg nada im zbyt duże znaczenie i wspomnienia te staną się dla nas ciężarem. Dlatego staram się, aby złe wspomnienia leżały na dnie mojego pudełka wspomnień. Nie wracam do nich zbyt często, nie pobudzam mózgu do działania. Nie chcę, aby się tymi niechcianymi wspomnieniami zajmował. 



Mózg tworzy Twoją rzeczywistość. 


Niektórzy porównują mózg człowieka do komputera, który zbiera dane z przeszłości, analizuje je, łączy z wydarzeniami teraźniejszymi i kreuje nasze wyobrażenie o przyszłości. Przewiduje to, co może się wydarzyć. Podpowiada nam nasze cele i zamierzenia. Dlatego tak duże znaczenie ma to, o czym myślisz i co wspominasz. Jakimi danymi karmisz ten komputer, który siedzi w Twoim mózgu. Jeśli dane na wejściu są pozytywne, wtedy, to co znajdzie się na wyjściu, też takie będzie. 

Lubię to porównanie komputerowe i odkąd zaczęłam myśleć o moim mózgu w ten właśnie sposób, zaczęłam też dbać o jego higienę. Czystość myśli i wspomnień. Karmię swój mózg jak najlepszym pokarmem, żeby tworzył mi przyjemną rzeczywistość i programował dobrą przyszłość. Moje cele i to co chcę osiągnąć, ściśle się z tym wiążą. Albo patrzę w przyszłość z optymizmem i wierzę, że jeszcze wiele dobrego może mnie spotkać, albo coraz bardziej się boję i nie jestem w stanie realizować niczego, co sobie założyłam.  

Wiem, że nie zawsze tak się da i niekiedy może być Ci trudno karmić mózg tylko dobrymi wspomnieniami i emocjami. Ale musisz się starać. Pozwalaj sobie na wspomnienia, ale selekcjonuj je. Zamykaj głębiej te gorsze, a te lepsze częściej przywołuj. Nie poddawaj się zwątpieniu, a gdy już Cię dopadnie, zmuś swój mózg do pozytywnej reakcji. Pokaż mu, co chcesz wspominać i czym chcesz się karmić. 










Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, udostępnij go, proszę:

Gdy życie Cię przerasta. 5 sprawdzonych sposobów na to, jak osiągnąć życiową równowagę.

Gdy życie Cię przerasta. 5 sprawdzonych sposobów na to, jak osiągnąć życiową równowagę.


Głowa pełna pomysłów, kolejka zadań do zrealizowania, sto różnych spraw do ogarnięcia, a Ty nie masz na nic siły. Dobrze znasz ten stan, prawda? Oczywiście. Przytrafia się każdemu. Uczucie, że życie mnie przerasta i toczy się zupełnie poza moim udziałem, od czasu do czasu dopada i mnie. Co jednak zrobić, gdy trwa to zbyt długo i prowadzi do wypalenia oraz kompletnej utraty sił? 

Jeśli zapominasz na co dzień dbać o równowagę w swoim życiu, prawdopodobnie zmęczenie będzie zaskakiwać Cię coraz częściej. Za każdym razem coraz więcej czasu zajmie Ci też wyjście z tego stanu. Gdy bowiem organizm nie ma szans się zregenerować, jest zmęczony permanentnie. I w końcu dochodzi do wypalenia.  

Jeśli dotyczy Cię ten problem, to poświęć odrobinę uwagi sobie i swoim uczuciom. Przeanalizuj to, jak działasz na co dzień i uwierz, że dojście do stanu równowagi jest możliwe. Bo balans w życiu jest potrzebny jak powietrze. Tylko w stanie życiowej równowagi masz możliwość pracować, rozwijać się, poznawać nowe rzeczy i realizować swoje pasje. Po prostu mieć satysfakcję z własnego życia.


1. Możesz zrobić wszystko, ale nie wszystko na raz.


Po pierwsze zweryfikuj, czy aby nie nakładasz na siebie zbyt wielu zadań. Jesteś człowiekiem, a nie komputerem i nie poradzisz sobie, jeśli zechcesz zrobić zbyt wiele. Zresztą komputery też mają ograniczoną wydajność. Życiowa równowaga to nie mit, jak twierdzą niektórzy, ale jest możliwa do osiągnięcia tylko wtedy, gdy sprawy Cię nie przytłaczają. Jeśli czujesz, że na twoich barkach spoczywa zbyt wiele spraw codziennych, pomyśl, czy nie znajdzie się ktoś, kto Cię odciąży. Proszenie o pomoc to nie wstyd. A dzielenie się obowiązkami, zarówno w domu, jak i w pracy, powinno być na porządku dziennym. Poza tym, nie musisz mieć zawsze idealnie wysprzątanego domu, doskonałej fryzury, zakończonych wszystkich zadań w pracy i gorącego obiadu z dwóch dań na stole.

Nie oszukujmy się, bardzo rzadki to stan, gdy mamy na głowie optymalną ilość spraw. Zwykle jest ich więcej, niż uda nam się ogarnąć. Takie jest życie. Sęk w tym, żeby umieć tak swoje sprawy poukładać, by nie mieć nieustannego wrażenia, że musisz robić wszystko sam i to najlepiej już teraz, w tej jednej chwili. To niewykonalne. Sortuj sprawy od najważniejszych do błahych i bierz się za nie po kolei. I nawet wtedy, gdy przyjdzie czas wyjątkowego nawału w pracy, a dom nieogarnięty i dzieci brudne, to pamiętaj, że nie jest to czas, który potrwa wiecznie. Wytchnienie może przyjść szybciej, niż się spodziewasz. 


 

2. Żegnaj wewnętrzny perfekcjonisto!


W dzisiejszym świecie nie wypada być przeciętnym. Trzeba być pięknym, zadbanym, zapracowanym, wypoczętym, odnoszącym sukcesy i do tego uśmiechniętym. Świat nas ocenia na każdym kroku i co najgorsze, my wciąż oceniamy samych siebie. I niestety oceny, które sobie wystawiamy, nie są celujące. Całe moje ja buntuje się wewnętrznie na te jawne głupoty. Bo przecież nie ma ludzi idealnych. Nie ma perfekcjonistów. Każdy z nas ma prawo do lepszych i gorszych dni, jest mniej lub bardziej wyspany, lepiej czy gorzej uczesany. Każdy popełnia błędy, ponosi porażki, a potem się z nich podnosi. Życie tylko czasami wygląda jak kolorowy Instagram.

Daj sobie prawo do nieoceniania siebie. Wewnętrzny perfekcjonista to Twój cichy zabójca. Zabija powoli, ale skutecznie. Nie trzeba być najlepszym, wystarczy być dość dobrym. Zresztą, co to znaczy, najlepszy? To naprawdę pojęcie względne. Bo zawsze możesz dojść do wniosku, że coś da się zrobić lepiej, ale takie katowanie się nic nie wnosi do Twojego życia poza wściekłością i frustracją.

Pożegnaj się więc ze swoim wewnętrznym perfekcjonistą, uznając, że wszystko, co masz do zrobienia, zrobisz nie najlepiej, ale najlepiej, jak Ty potrafisz. Pamiętaj za to, aby często chwalić siebie i dostrzegać swoje sukcesy. Nawet te najmniejsze mikro sukcesiki zasługują na docenienie. Z nich składa się Twoje poczucie własnej wartości. One napędzają Cię do działania i pomagają osiągnąć życiową równowagę.




3. Planuj, nie odpuszczaj. To prosta droga do równowagi życiowej.


Dobry plan to podstawa. Pisałam o tym w tym miejscu. Nawet, jeśli planujesz i widzisz, że zadań do zrealizowania jest więcej, niż tych odhaczonych, nie rezygnuj. Wiem, że przenoszenie niezrealizowanych zadań na kolejne dni jest bardzo wkurzające. Powoduje tylko tyle, że kalendarz zaczyna pękać w szwach i proporcjonalnie do tych zapisków, wzrasta frustracja. Masz wrażenie, że przestajesz panować nad rzeczywistością, a papier i tak wiele przyjmie. Mimo wszystko, planuj. 

Ja planuję zadania blokowo. Jedno duże zadanie do zrealizowania to blok, który dzielę na wiele małych zadań, z których każde zajmuje niewiele czasu. Tak jest mi zdecydowanie łatwiej, tylko trochę trzeba się rozpisać :) Jednak nagroda przychodzi szybko. Małe zadania realizują się w lot i wrażenie postępu w pracy jest szybko osiągalne. A to motywuje mnie do dalszego działania. 

A teraz najważniejsze. Planuj też wypoczynek. Uwzględnij w kalendarzu pół godziny na czytanie książki i nie odkładaj tego na jutro. Na tym właśnie polega dążenie do życiowej równowagi. Trochę pracy, trochę obowiązków, a pomiędzy nimi czas na przyjemności i relaks. 



4. Zdrowe odżywianie to podstawa.


Moje ulubione powiedzonko brzmi: jeśli jesz gówno, czujesz się, jak gówno. Trochę dosadnie, co? Jednak muszę je sobie naprawdę często powtarzać, by opanować chęć sięgnięcia po szybkie przekąski i niezdrowe słodycze. Pełne konserwantów, wzmacniaczy smaku i innych sztucznych składników, które nie sprzyjają zdrowiu i dobremu samopoczuciu. 

Dobra forma od rana do wieczora i siła na radzenie sobie z wyzwaniami dnia codziennego nie biorą się znikąd. Żeby je realizować, organizm musi dostawać najlepsze paliwo. Przecież do samochodu nie wlewamy byle czego, tylko najlepszej jakości benzynę, aby był sprawny. Organizm człowieka to też maszyna i tylko na dobrym paliwie daleko zajedzie. Wtedy głowa działa doskonale, a ciało nadąża za głową. Wtedy zadania same się realizują, a wewnętrzna energia popycha nas do działania. Masz ochotę zarówno na pracę, jak i na realizowanie pasji. A to właśnie droga do osiągnięcia równowagi życiowej.

Postanowiłam sobie, że przypilnuję, aby każdego dnia zjeść choć jeden posiłek z udziałem składnika z gamy superfood. Są to produkty zawierające mocno skondensowaną ilość niezwykłych wartości odżywczych. I nie jest to tylko spirulina, czy nasiona chia. Do najłatwiej dostępnej polskiej super-żywności należą: jarmuż, żurawina, kasza jaglana, dynia oraz nasiona (siemię lniane, słonecznik, pestki dyni). Można je kupić w każdym sklepie i z łatwością wprowadzić do swojego menu.



5. Pozwól sobie na relaks. 


Powtórzę raz jeszcze. Relaks też możesz zaplanować. Czas na odpoczynek i przyjemności, jeśli zostanie wpisany do kalendarza, staje się czymś namacalnym, obok czego nie możesz przejść obojętnie. Zapomnieć o nim, albo uznać za rzecz niewartą uwagi. A warta uwagi jest, bo dotyczy Ciebie i Twojej równowagi życiowej.

Odpoczynek to higiena dla ciała i umysłu. Dbanie o siebie i swój komfort. Wizyta u kosmetyczki, albo u fryzjera. Chwila z książką, czy ulubiony serial. Takie drobne przyjemności to jednocześnie relaks i odskocznia od codzienności, ale też najlepsze SPA dla ciała i duszy. 

Relaksuj się tak, jak lubisz. Idź na siłownię, albo poleż na kanapie. Ważne, żeby to było działanie zgodne z Twoimi potrzebami, a nie podejmowane na siłę. I nigdy nie czyń sobie wyrzutów dlatego, że odpoczywasz. Wszystkie sprawy mogą poczekać, jeśli Tobie potrzebne jest wytchnienie. Tylko wtedy osiągniesz równowagę i balans, pozwalające żyć szczęśliwie i z pasją. 












Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, udostępnij go, proszę:  

Garden party dla przyjaciół. Proste menu na letnie przyjęcie w ogrodzie oraz przepis na domową lemoniadę. Najlepszą!

Garden party dla przyjaciół. Proste menu na letnie przyjęcie w ogrodzie oraz przepis na domową lemoniadę. Najlepszą!

domowa-lemoniada

Są takie wyjątkowe dni, wydarzenia, czy spotkania, które wymagają równie wyjątkowej oprawy. Należą do nich z pewnością spotkania z przyjaciółmi. Na ich przygotowanie zawsze poświęcam dużo czasu, układam menu, wymyślam dekoracje stołu i otoczenia. Ogromną mi to sprawia przyjemność. Właśnie teraz nastał najlepszy czas na organizowanie przyjęć w ogrodzie. Lato w pełni, choć jeszcze nie kalendarzowe, ale słońce już pięknie grzeje. Dni są długie. Aż chce się spędzać je na świeżym powietrzu do samego zmroku. 

Postanawiam więc sprawić przyjemność nie tylko sobie i organizuję garden party dla przyjaciół. Takie letnie przyjęcie w ogrodzie jest wspaniałą okazją do bycia razem. W końcu na co dzień, gdy każdy z nas ma swoje obowiązki, nie mamy wiele czasu na kameralne spotkania, w otoczeniu zieleni i przy pysznym jedzeniu. Moje menu na letnie przyjęcie w ogrodzie jest proste. Mięso, ryby, sałatka, sos, trochę bagietki z dobrej jakości oliwą, owoce. I oczywiście napoje. A wśród nich, królowa garden party, domowa lemoniada. Zawsze wszystkim smakuje i świetnie gasi pragnienie. Przepis na domową lemoniadę znajdziesz na końcu dzisiejszego wpisu. 


Proste dekoracje, pasujące do każdego garden party.


Uwielbiam przygotowywać stół, przy którym zasiądą nasi goście. Gdy w ubiegłym roku zastanawialiśmy się, jak zaaranżować ogród, jedno było pewne. Stół musi być. I nie jakiś tam mały stolik, przy którym da się zjeść co najwyżej ciastko, ale porządny, duży stół. Miejsce do wygodnego biesiadowania i w dzień i w nocy. Taki stół mamy i wierz mi, to bardzo wygodna opcja.

Żeby udekorować stół na przyjęcie w ogrodzie, nie potrzeba wiele. Obrus, albo bieżnik z naturalnego materiału. Naczynia, błyszczące szkło i serwetki. Do tego kwiaty, trochę szyszek i obowiązkowo świece. Świece muszą się znaleźć na ogrodowym stole, choćby nie wiem co. To one tworzą wyjątkową atmosferę, zarówno przed, jak i po zmroku. Takie proste dekoracje sprawdzają się zawsze i wszędzie. Do tego poduszki, by było wygodnie i przytulnie. Także pledy, aby można było przykryć plecy, jeśli zrobi się chłodniej. Dla ochrony przed wieczornym chłodem, komarami i innymi insektami, mamy w naszej altanie ogrodowej firanki. Jeśli jest taka potrzeba, zasłaniamy je i ochronę, ale też niezwykły klimat, mamy zapewnione.

Większość tekstyliów, których używam w ogrodzie, to rzeczy przyniesione z domu, które doskonale sprawdzają się w ogrodzie. Mam tylko dwie poduszki dedykowane specjalnie do ogrodu, bo akurat one są uszyte z bardzo przyjemnego w dotyku materiału. Nie przepadam za specjalnymi, ogrodowymi tekstyliami i sztucznymi, wodoodpornymi materiałami. Mimo, że bardziej praktyczne, to wydają mi się mniej przytulne. Podobnie, jak ceratowe obrusy. Nie potrafią nadać takiego klimatu, jak te uszyte z naturalnych materiałów. Jako dekoracji używam po prostu tego, co mam w domu. Prosto i oszczędnie, bo nic nowego nie muszę kupować. A to co się pobrudzi, i tak zostanie wyprane.

domowa-lemoniada

domowa-lemoniada



dekoracje na garden party

 

Moje menu na letnie przyjęcie w ogrodzie.


Menu jest proste, ale dostosowane do naszych gości i tego, co sami lubimy. Nasz, słusznych rozmiarów, grill jest towarzyszem każdego garden party, które organizujemy. Moi mężczyźni, a także duża część naszych znajomych, to osoby mięsożerne. Nie może więc zabraknąć mięsa w różnych odsłonach. Przygotowuję karkówkę w marynacie z oliwy, cebuli i czosnku. Są też skrzydełka z kurczaka na ostro, zamarynowane podobnie, jak karkówka, ale z dodatkiem dużej ilości pieprzu i ostrej papryki. Dla mniej mięsożernych serwuję grilowanego łososia, skropionego sokiem z cytryny i pieczonego w folii. Zawsze też pojawia się też trochę kiełbasy, którą lubią szczególnie dzieci. Do tego sałatka, sosy i chrupiące pieczywo. Niczego więcej nie potrzeba.

Pomyślisz może, że to niezbyt zdrowe menu, z mięsem i kiełbasą na czele. Owszem, nie są to potrawy, którymi zajadam się na co dzień. Ale zjedzenie ich od czasu do czasu, ale w rozsądnej ilości, nikomu nie zaszkodzi. Tym bardziej, jeśli na co dzień odżywiamy się zdrowo. A podczas mojego letniego przyjęcia w ogrodzie, każdy, kto nie je mięsa, może spróbować grillowanego łososia i sałatki z serem feta w towarzystwie chrupiącej bagietki. No i doskonałej jakości oliwy z oliwek. O tym, zdrowym składniku diety, nie zapominam.

Jako dodatek, oprócz wspomnianej już sałatki, przygotowuję także tzatzyki. Sos, który pasuje i do mięsa i do ryby. Moje tzatzyki są na bazie jogurtu greckiego z dodatkiem startych ogórków i dużej ilości czosnku. Schłodzone w lodówce, smakują wspaniale, nawet, jeśli towarzyszy im tylko bagietka.

W menu mojego letniego przyjęcia w ogrodzie znajdują się także napoje. A wśród nich, oprócz dobrego wina, lemoniada, niekwestionowana królowa garden party. Przepis na ten pyszny napój zamieszczam na końcu tego wpisu, żebyś mógł go łatwo odnaleźć w przyszłości. Jeśli nie masz czasu na długie przygotowania, albo chcesz jeszcze bardziej urozmaicić menu ogrodowego przyjęcia, podaj soki. Nawet te zwykłe, kupione w sklepie, przelane do szklanych dzbanków, będą wyglądały bardzo elegancko. I podobnie, jak w przypadku mięsa i kiełbasy, podane od czasu do czasu, nikomu nie zaszkodzą.


 

grill na garden party

 

Podczas garden party jednorazowym naczyniom dziękujemy.


Mimo, że byłoby to wygodniejsze, na moje letnie przyjęcie w ogrodzie nie kupuję naczyń jednorazowych, ani rurek do napojów. Teraz bardzo modne stały się jednorazowe talerze i kubki, wykonane z papieru, nazywane ekologicznymi. Nie kupuję ich jednak, bo uważam, że są zbyt drogie.  Poza tym, dążę do tego, żebyśmy produkowali mniej śmieci. Dlatego podczas przyjęcia w ogrodzie używam talerzy, sztućców, szklanek i kieliszków, z których sami korzystamy na co dzień. O moich sposobach na bardziej ekologiczne życie pisałam w tym miejscu.


Najważniejsze, to być tu i teraz, ciesząc się z obecności bliskich.


Bez względu na to, ile potraw przygotujesz i jakich dekoracji użyjesz, najważniejsza jest obecność gości. Tych osób, dla których się starasz i chcesz, by było im u Ciebie dobrze. Bycie z bliskimi to wartość sama w sobie. Dzielenie się swoimi radościami i smutkami. Wymiana myśli. Czerpanie z doświadczeń innych. A garden party to tylko pretekst. Pretekst, aby się spotkać, popatrzeć na siebie, opowiedzieć, co nas spotkało. Przegadać, choćby i całą noc. I nie zapomnij o dobrej muzyce, płynącej nieśpiesznie w tle tego cudownego spotkania. Niezbyt głośny chill out, albo smooth jazz będą doskonałym wyborem. Chociaż, jeśli lubisz disco polo, to też nie zabraniam.


 

Przepis na domową lemoniadę. Najlepszą!


Składniki:

1,5 litra wody lekko gazowanej
1/3 szklanki wody
8 łyżek cukru
2 limonki
2 cytryny

Wykonanie:

Ugotuj syrop z 1/3 szklanki wody i cukru. Przestudź.
Roluj przez chwilę cytryny i limonki po blacie kuchennym, żeby je spulchnić i sprawić, że sok będzie łatwiej wycisnąć i będzie go więcej. Wyciśnij sok i przecedź go przez sitko.
Do dzbanka wlej lekko gazowaną wodę, syrop i sok wyciśnięty z owoców. Wymieszaj dokładnie i spróbuj. Lemoniada powinna być zdecydowanie kwaśna i słodka jednocześnie. Dodaj sporą ilość lodu i podawaj.

Smacznego!











 

Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, udostępnij go, proszę:  


Jak znaleźć czas na realizowanie marzeń, pasji i na rozwój osobisty. I jak pomógł mi w tym minimalizm.

Jak znaleźć czas na realizowanie marzeń, pasji i na rozwój osobisty. I jak pomógł mi w tym minimalizm.

knitting-elledecoration


Jednym z powodów, dla którego urzekła mnie idea minimalizmu, jest jej uniwersalność. Możliwość zastosowania do każdego z aspektów życia, a więc tam, gdzie w danej chwili najbardziej tego potrzebujesz. Minimalizm to nie tylko pozbywanie się rzeczy. To także, a może przede wszystkim, pozbywanie się z życia spraw, które nie są Twoimi priorytetami. Wyrzucanie z głowy niepotrzebnych myśli, które przeszkadzają Ci skupić się na rzeczach naprawdę ważnych. W moim przypadku, minimalizm stał się drogą do zyskania czasu na realizowanie moich marzeń i pasji. Na mój osobisty rozwój.

U osób, których zmagania z minimalizmem śledzę, podstawową sprawą jest pozbywanie się zbędnych rzeczy ze swojego otoczenia. Następnie przychodzi czas na oczyszczenie wnętrza. Głowy z niepotrzebnych myśli i serca z niszczących uczuć. U mnie proces ten trochę się odwrócił, chociaż wcale tak go nie zaplanowałam. Po prostu okazało się, że troszkę łatwiej jest mi oczyścić własne wnętrze, niż otoczenie. Oczywiście nadal dążę do tego, aby posiadać mniej, a w każdym razie tylko tyle, ile potrzebuję. Jednak do osiągnięcia przeze mnie tego celu jest jeszcze daleka droga. Natomiast, jeśli chodzi o oczyszczanie wnętrza, uważam, że osiągnęłam już dużo więcej. Nie zakończyłam tego procesu, ale to, co wykonałam, bardzo mnie zadowala.

Dążąc do realizowania marzeń, działaj w zgodzie ze sobą.


Każda pasja bierze się z marzenia. Gdy chcesz coś mieć lub osiągnąć, zaczynasz poświęcać swój czas na realizowanie tego celu. Niejednokrotnie po drodze orientujesz się, że jest to coś, na czym bardzo Ci zależy. Coś, co robisz z wielką przyjemnością i odczuwasz ogromną satysfakcję, gdy już to osiągniesz. Gdy samo działanie także przynosi Ci wiele satysfakcji, to już wiesz, że to jest pasja. Realizowanie pasji zaś, wymaga czasu i teraz musisz się zastanowić, skąd go wziąć, by móc jeszcze bardziej poświęcić się swoim ulubionym zajęciom.

Jeżeli Twoje życie wygląda tak, że masz dużo wolnego i mało obowiązków, to nie dotyczy Cię problem braku czasu na realizowanie pasji. Jednak, jeśli masz pracę, rodzinę do ogarnięcia, dom do posprzątania i zakupy do zrobienia, to prawdopodobnie na Twój osobisty rozwój zostaje Ci niewiele czasu. Przede wszystkim zachęcam Cię do zastanowienia się nad tym, czy żyjesz świadomie. Czy każdego dnia świadomie wykonujesz wszystkie czynności, czy raczej pędzisz przez życie, galopując i sapiąc, nie zostawiając sobie miejsca na refleksję, dokąd zmierzasz. Tylko świadomość celu i skupienie się na poszczególnych aspektach Twojego życia, pozwoli Ci dostrzec to, co naprawdę chcesz robić i co jest warte Twojego czasu. Pokaże Ci też, czego robić absolutnie nie chcesz. Świadome życie doprowadzi Cię do podejmowania działania w zgodzie z sobą. Pozwoli Ci na realizowanie marzeń, nawet, jeśli dziś wydaje Ci się, że nigdy nie znajdziesz na nie czasu.

Świadomie rezygnuj z poszczególnych spraw, by zyskać czas na realizowanie pasji.


Przeanalizuj cały swój dzień i sprawy, w które się angażujesz, a potem zapisz je wszystkie w notesie. Absolutnie wszystkie. Bądź wobec siebie szczery. Zasługujesz na to. Taki dzień, zapisany na papierze potrafi solidnie zaskoczyć, a szok naprawdę wiele zdziałać. To o jeden krok bliżej do zrealizowania marzeń. Widać bowiem jak na dłoni, na co poświęcasz swój czas. Jeśli zanotujesz naprawdę wszystko, masz szansę wyłowić rzeczy niewarte Twojej uwagi. Następnie możesz zauważyć sprawy, które załatwiasz, a mógłby to za Ciebie zrobić ktoś inny. Na pewno zajmujesz się też rzeczami, które nie wymagają aż tak wiele czasu, ile im poświęcasz. Moim ulubionym przykładem jest robienie zakupów. Możesz jechać do centrum handlowego i spędzić w nim cały dzień. Możesz też, jadąc autobusem do pracy, zamówić zakupy z dostawą do domu na następny dzień. Zobacz, ile czasu do wykorzystania Ci zostaje. Ile nowych możliwości do realizowania pasji i dalszego rozwoju osobistego. W dzisiejszych czasach jest tyle sposobów na ułatwianie sobie życia, że naprawdę grzechem jest z nich nie korzystać.

Teraz spośród spraw, którymi zajmujesz się w ciągu dnia, wybierz te, z których całkowicie możesz zrezygnować i zaznacz je na czerwono. Pamiętaj, że to może się udać jedynie wtedy, gdy będziesz wobec siebie absolutnie szczery i wpiszesz do rozkładu swojego dnia także oglądanie telewizji, scrollowanie Facebooka, przeglądanie zdjęć na Instagramie, czy gapienie się w ścianę, o ile akurat temu się oddajesz. Tylko wtedy, gdy zapiszesz wszystko, masz szansę zyskać czas na realizowanie swoich marzeń.

Kolejna kategoria, którą zaznaczysz na zielono, to będą sprawy, które wymagają Twojego zaangażowania, ale można je jakoś usprawnić. Realizować, działając w inny sposób, jak przykładowe zakupy. Albo na kogoś je przerzucić, poprosić o pomoc w ich wykonywaniu i zyskać trochę czasu na realizowanie swoich pasji.

Jeśli przyłożyłeś się porządnie do zrobienia takiej listy, to właśnie trzymasz w ręku narzędzie, które bardzo pomoże Ci w Twoim osobistym rozwoju i w znalezieniu czasu, którego stale Ci brakuje. Sprawa jest prosta i trudna jednocześnie. Jak to w życiu. Musisz bowiem, pożegnać się ze sprawami podkreślonymi na czerwono. Oczywiście nie natychmiast i nie jednego dnia. To będzie proces i jak każda zmiana, on też wymaga czasu. Na początek wystarczy, jeśli tylko ograniczysz zajmowanie się tymi najmniej ważnymi sprawami i w tym czasie zajmiesz się realizowaniem swoich pasji. Natomiast rzeczy podkreślone na zielono powinieneś jak najszybciej przeorganizować w taki sposób, aby zyskać czas dla siebie. To nie będzie łatwe, nawet na to nie licz. Ale przy sporej dozie samozaparcia jesteś w stanie osiągnąć sukces. Zyskać czas na realizowanie marzeń i pasji.

Nie słuchaj tego, co mówią inni. Ich punkt widzenia nie przełoży się na Twój rozwój osobisty.


Gdy zaczniesz żyć świadomie, gdy z uwagą przyjrzysz się sobie i przystąpisz do wyrzucania ze swojego dziennego grafiku spraw i rzeczy, których zdecydowałeś się nie robić, albo robić inaczej, znajdzie się paru mądrzejszych od Ciebie, którzy będą próbowali zawrócić Cię z raz obranej drogi. Koleżanka, która dotąd towarzyszyła Ci na cotygodniowych wypadach do centrum handlowego i nie chce z nich zrezygnować. Kolega, któremu lajkowałeś stronę na Facebooku. Rodzice, dziadkowie i teściowie, dla których dowożenie zakupów do domu, pod same drzwi, to niepotrzebny zbytek i dziwactwo jakieś. Inne osoby z Twojego otoczenia, którym wydaje się, że lepiej wiedzą, co jest dla Ciebie dobre. Truciciele, podpowiadający Ci, że to, czym się zajmujesz, to tylko jakieś głupoty, a Ty upierasz się, by je pasjami nazywać. Takich osób jest mnóstwo dookoła. Osób, które zechcą, bardzie lub mniej jawnie, Cię krytykować i wyśmiewać Twoje dążenie do realizowania pasji i marzeń.

Musisz wykazać się wielką siłą ducha, żeby nie poddać się krytyce, która najprawdopodobniej spadnie na Ciebie, gdy zaczniesz zmieniać swoje życie. Pamiętaj, że tylko Ty wiesz najlepiej, co jest dla Ciebie dobre. To Ty przeżywasz swoje życie i zasługujesz na to, aby przeżywać je w zgodzie ze sobą. To Twoje pasje i marzenia czekają na zrealizowanie. I masz jedno życie, by się nimi zająć.

Szukaj więc osób, które zechcą Cię wspierać i nimi się otaczaj. Zdania innych, zaś, grzecznie wysłuchaj, a potem i tak rób swoje. Tu chodzi przecież o Twój osobisty rozwój i Twoje marzenia. A nie marzenia i pasje innych osób.











Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, udostępnij go, proszę:

6 prostych sposobów na bardziej ekologiczne życie. Co zmieniłam, gdy przeprowadziłam się z mieszkania w bloku do własnego domu.

6 prostych sposobów na bardziej ekologiczne życie. Co zmieniłam, gdy przeprowadziłam się z mieszkania w bloku do własnego domu.

butelka-filtrujaca-rossmann

Ekologiczne życie nie zawsze jest proste. Tego trzeba się nauczyć. Zdobyć tę świadomość, która pomaga na każdym kroku dbać o naszą planetę. O kolejne pokolenia, które przyjdą tu po nas. Przyznaję, moja świadomość ekologii jeszcze do niedawna była minimalna. Niby wiedziałam, co się dzieje. Że śmieci powoli nas zasypują, a mieszkańcy morza giną od połkniętych rurek jednorazowych. Że każde kolejne pokolenie żyje na większym śmietnisku, niż poprzednie. Słowem, że człowiek sam sobie zgotował świat, w którym jest więcej plastiku i odpadów, niż może zutylizować. Ale przez długie lata nie czułam, że to jakoś osobiście mnie dotyczy. Wiem, wstyd. Myślę, że ten brak świadomości to kwestia czasów, w których dorastałam. 

Czy wiesz, jak 40 lat temu wyglądało ekologiczne życie?


Gdy byłam mała, temat odpadów nie istniał. Śmieci wyrzucało się z kosza na odpadki wyłożonego gazetą, wprost do kontenera w murowanym śmietniku, stojącym centralnie na podwórku. Śmieciarz był zawodem szanowanym i znanym z elementarza, jak policjant, czy pielęgniarka. Nikt nie myślał o segregowaniu śmieci, bo i nie bardzo było co segregować. To były głównie obierki i inne odpady organiczne. Trochę tylko papieru, bo ten gazetowy trzeba było raz w miesiącu wymienić na toaletowy, więc nie był wyrzucany. To wszystko. Mleko i inne napoje kupowało się w butelkach szklanych, podlegających zwrotowi. A kanapki do szkoły zawijało się w papier. Często po kilka razy w ten sam, jeśli się zbytnio nie zatłuścił. Brzmi jak science fiction, prawda? Ale to była ekologia w najczystszym wydaniu i to celebrowana naturalnie, nawet bez analizowania znaczenia tego słowa. 

A potem, na pięknym rumaku wjechał do kraju kapitalizm i z nim plastik. Ekologiczne życie nie miało szans. Świadomość społeczeństwa była żadna, ale co to był za wspaniały wynalazek! Jednorazowe butelki, których nie trzeba myć przed oddaniem do sklepu. Nawet wcale nie trzeba ich oddawać. Można wyrzucić i cieszyć się, że jest tak łatwo i przyjemnie, jak w innych cywilizowanych krajach. Dostaliśmy swój zachód i zaczęliśmy go bez ograniczeń używać. Z tego właśnie powodu urosła nam góra śmieci, której nigdy nie zutylizujemy.


Mieszkanie w bloku nie sprzyja segregowaniu śmieci, ale można robić inne, małe rzeczy, mające wpływ na naszą planetę. 


Już jako dorosła osoba zamieszkałam w bloku, gdzie nie przejmowałam się zbytnio odpadami. Wszystko, jak leci, wyrzucałam do zsypu. Było mi tak wygodniej. I tak, wiem już, jak bardzo był to zły nawyk. Nawet jest mi wstyd. Miałam kiedyś chęć podjęcia się całej tej segregacji, ale przeszło mi, gdy zorientowałam się, że te posegregowane przez mieszkańców śmieci i tak potem są wrzucane do jednego samochodu, który odbiera odpady.

Ponieważ wówczas byłam już trochę bardziej świadoma tego, jak ważne jest ekologiczne życie i wiedziałam, co w trawie piszczy, to pilnowałam, żeby robić inne, drobne rzeczy, mające wpływ na naszą planetę. Nie marnować wody. Nie lać jej tak bez sensu z kranu, gdy myję zęby. Tam, gdzie mieszkałam woda była droga, więc tym łatwiej było myśleć o oszczędzaniu. Chociaż finalnie wynik i tak nie był zadowalający. Można było pewnie więcej zrobić w tym temacie. Choćby częściej biorąc prysznic, zamiast lać do wanny pełno wody. 

Kolejnym krokiem było to, że przestałam kupować wodę butelkowaną. Zamiast tego zaopatrzyłam się w dzbanek filtrujący oraz butelkę z filtrem i szybko zauważyłam, że różnica w zużytym plastiku jest ogromna. W portfelu zostaje też więcej pieniędzy, więc picie wody filtrowanej, zamiast butelkowanej ma same zalety.

rower-kosz-rowerowy

Ekologiczny przełom nastąpił, gdy przeprowadziłam się z mieszkania w bloku do własnego domu. 


Nie wyssałam świadomości o ekologii z matczynym mlekiem, jak i całe moje pokolenie, dorastające w latach 70-tych. Ale teraz uczę się postępować rozsądnie. Także od ludzi młodych, bardzo dziś świadomych znaczenia ekologii, którzy plastik znają odkąd tylko zaczęli widzieć kontury plastikowej butelki ze smoczkiem, którą karmiła ich mama. Ja miałam butelkę szklaną, ale o tym już było. 

Własny dom, to pod wieloma względami całkiem inny świat. Szybko okazało się, że rzecz tak prozaiczna, jak wyrzucanie śmieci, wygląda tu zupełnie inaczej. I rzeczą prozaiczną bynajmniej nie jest. Segregujemy śmieci, bo ich odbiór jest tańszy, niż niesegregowanych. Dbamy też w ten sposób o środowisko. W domu konieczne jest wyodrębnienie miejsca do przechowywania posegregowanych odpadów, które są odbierane spod posesji zaledwie 2, 3 razy w miesiącu. Do tego pojemnik na odpady zmieszane, który jest opróżniany z podobną częstotliwością. Nie ma tu więc mowy o tym, że wyrzucisz śmieci, jak w bloku i zapomnisz o sprawie. Myślisz o odpadach cały czas. Analizujesz grafik wywożenia poszczególnych rodzajów śmieci, pilnujesz terminów. Bo, jeśli zapomnisz i nie wystawisz śmieci, to będą musiały czekać na kolejny termin. To nie jest takie złe rozwiązanie, jak na początku sądziłam, bo wymusza uwagę. Wspomaga segregowanie śmieci i dbanie o środowisko.

Moja świadomość ekologiczna wzrosła i teraz, gdy robię zakupy, zwracam baczną uwagę na to, w co poszczególne produkty są zapakowane. Żeby nie gromadzić dużej ilości folii, w sklepie nie pakuję owoców i warzyw do torebek foliowych, ale po prostu luzem wkładam do koszyka. Uważam za bezsensowne kupowanie kiści bananów razem z torebką foliową, która za chwilę wyląduje w śmieciach. Mam też zamiar uszyć sobie woreczki bawełniane na drobniejsze owoce, czy warzywa. Wtedy będę zabierała je ze sobą do sklepu i w nich będą lądowały np. pomidorki koktajlowe. Oczywiście zawsze mam przy sobie choć jedną torbę na zakupy z materiału, nie płacę za reklamówki w supermarkecie. Kilka takich toreb wożę na stałe w bagażniku mojego samochodu.

W naszym domu nie mamy wanny. Podjęliśmy tę decyzję po dość długich rozważaniach wszelkich za i przeciw. Zdecydowaliśmy się na prysznic ze ścianką typu walk in i faktycznie, dzięki prysznicowi zużywamy dużo mniej wody, niż kąpiąc się w wannie. W naszym przypadku rolę grał tu brak miejsca na obie rzeczy, wannę i prysznic. Wybraliśmy sam prysznic i, chociaż nie mam możliwości przygotowania sobie kąpieli, jak w SPA, to finalnie jestem bardzo zadowolona. Prysznic bierze się dużo sprawniej i jednocześnie oszczędzamy wodę.

Kolejna rzecz, jaką wdrażam w moim domu, to powolna rezygnacja z plastiku, w szczególności z plastikowych pojemników do przechowywania żywności. Nie chcę ich wszystkich tak po prostu wyrzucić, więc te, które mam, są w użyciu. Ale, gdy się niszczą, to sukcesywnie zastępuję je szklanymi. Przywracam też do łask zwykłe słoiki, które są doskonałe, jako lunch boxy. Zakręcam i nic się nie wylewa, więc mogę spokojnie włożyć do torby nawet słoik z zupą. Oczywiście nie kupuję jednorazowych rurek do napojów. Wszechobecny plastik po prostu zaczął mi przeszkadzać.

Wiem, że nie da się w pojedynkę oczyścić z plastiku całego Morza Bałtyckiego. Jednak można we własnym gospodarstwie dbać o to, na co mamy bezpośredni wpływ. Do czego i Ciebie zachęcam.

ogrod-koc-wypoczynek-relax

Podsumowanie moich 6 prostych sposobów na bardziej ekologiczne życie.


1. Segreguję śmieci. Naprawdę się do tego przykładam.

 

2. Nie kupuję wody butelkowanej. W domu używam dzbanka filtrującego, a przy sobie noszę na stałe butelkę filtrującą.  

 

3. Nie pakuję owoców i warzyw do reklamówek, które i tak po przyjściu do domu bym wyrzuciła.

 

4. Zakupy pakuję tylko w torby z materiału. 

 

5. Oszczędzam wodę. Biorę prysznic, zamiast kąpieli i zakręcam wodę podczas mycia zębów.

 

6. Ograniczam używanie plastiku. W szczególności zamieniam plastikowe pojemniki do przechowywania żywności na opakowania szklane. 

 

 

Ciekawa jestem, jakie są Twoje sposoby na bardziej ekologiczne życie. Co robisz dla środowiska i dla naszej planety?  

 

 

 

 

 

Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, udostępnij go, proszę:  



Pomysł na zdrowe śniadanie. Jaglanka na mleku kokosowym z masłem orzechowym i rodzynkami.

Pomysł na zdrowe śniadanie. Jaglanka na mleku kokosowym z masłem orzechowym i rodzynkami.

kasza jaglana na mleku kokosowym

Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Dlatego tak ważne jest, aby było to zdrowe śniadanie, a nie byle co, chwycone i pożarte w biegu. Dla mnie idealnym wyborem jest jaglanka na mleku kokosowym. Można ją także przygotować na mleku zwykłym, ale ja lubię tę soczystą nutkę kokosa. Do jaglanki dodaję łychę masła orzechowego oraz garść rodzynek i mam pyszne i zdrowe śniadanie, które daje mi energię na cały dzień. Jeśli nawet potem, w ciągu dnia, nie mam już czasu na zbilansowany posiłek, to zjedzona rano jaglanka zapewnia mojemu organizmowi potrzebną dawkę witamin i mikroelementów. Oczywiście staram się, aby pozostałe posiłki też były zdrowe, ale wiesz, jak to jest. Nie zawsze da się ogarnąć wszystko. 

Kasza jaglana. Synonim zdrowia.


Na pewno obiło Ci się o uszy coś o prozdrowotnych właściwościach kaszy jaglanej. To niepozorne proso, którym zajadali się nasi pradziadkowie, dziś znów króluje na stołach. I bardzo dobrze, bo kasza jaglana ma zbawienny wpływ na układ pokarmowy. Ma właściwości alkalizujące oraz jest lekkostrawna. Ponadto nawilża jelita, działając jak probiotyk, który dokarmia ich mikroflorę. Zawarty w kaszy jaglanej tryptofan przyczynia się do produkcji serotoniny, czyli hormonu szczęścia. Ma więc właściwości antystresowe i antydepresyjne. Magnez zawarty w kaszy jaglanej pomaga zmniejszać objawy migreny i minimalizuje ryzyko wystąpienia zawałów serca. Kasza jaglana zawiera dużą ilość krzemionki, która odpowiada za stan i wygląd włosów, skóry i paznokci. Z kolei witamina B3 (niacyna), obecna w kaszy, normalizuje poziom cholesterolu. Kasza jaglana nie zawiera glutenu i jest antyalergiczna. Dlatego jest niezastąpionym posiłkiem dla osób o wrażliwych żołądkach. Wysoka zawartość białka powoduje, że kasza jaglana jest doskonała dla osób, które ograniczają ilość mięsa w diecie. Także dla dbających o linię. 100 gram kaszy jaglanej zawiera około 300 kcal. Według mnie, kaszę jaglaną spokojnie można zaliczyć do kategorii superfood. 

Kasza jaglana w mojej diecie.


Mogę śmiało powiedzieć, że kasza jaglana codziennie ratuje mój, bardzo wrażliwy, żołądek. Kiedyś cierpiałam na przewlekłe bóle żołądka, jakieś dziwne skurcze, których żaden lekarz nie potrafił zdiagnozować. Teraz staram się jeść każdego dnia co najmniej jeden posiłek z udziałem kaszy jaglanej i czuję się doskonale. Najczęściej jest to jaglanka, którą gotuję sobie na śniadanie. Mój ulubiony przepis znajdziesz na końcu tego wpisu. Zachęcam Cię też do eksperymentowania. Do kaszy jaglanej możesz dodać wszystko to, co lubisz i serwować ją na tysiąc różnych sposobów. Na obiad jem kaszę wymieszaną z pesto i pomidorkami koktajlowymi. Na kolację, zapiekaną z wydrążoną cukinią. Na deser, jako budyń jaglany. W przerwach pomiędzy posiłkami, gdy zgłodnieję, odgrzewam sobie jaglankę pozostałą ze śniadania. Odkąd jem kaszę jaglaną regularnie (nie tylko pod postacią jaglanki), widzę, jak poprawia się kondycja moich włosów i paznokci. Poza tym, po posiłku z udziałem kaszy czuję się wyjątkowo lekko i wiem, że mój żołądek jest mi za to wdzięczny. 

Fakty i mity na temat masła orzechowego.


Masło orzechowe jest kaloryczne. Fakt. 1 łyżka masła z orzechów arachidowych to około 140 kcal. Pomimo tej kaloryczności, może ono jednak stanowić znaczący element zdrowej, zrównoważonej diety. Szukaj w sklepach masła orzechowego o dobrym, czystym składzie, bez niepotrzebnych dodatków. Jest ono bogate w białko, zawiera całą moc przeciwutleniaczy, sprzymierzeńców zdrowego serca. Posiada sporą ilość błonnika. Masło orzechowe, podobnie jak kasza jaglana, zawiera tryptofan, mający zbawienny wpływ na nasz mózg i odporność na stres. Masło orzechowe jest bogate w witaminę E, zwaną witaminą młodości, która zabezpiecza nasze komórki przed działaniem wolnych rodników. Jest też bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe: oleinowy, linolowy i alfa-linolowy, odpowiedzialne za spalanie tkanki tłuszczowej. Mitem jest więc stwierdzenie, że masło orzechowe jest niezdrowe, bo tłuste. Spożywane w rozsądnej ilości, jest bardzo ważnym składnikiem diety. Całkowite wyeliminowanie tłuszczy z diety nie jest bowiem, wskazane, a my podczas jej komponowania powinniśmy odróżniać tłuszcze nasycone od nienasyconych. Ja dorzucam masło orzechowe do mojej śniadaniowej jaglanki oraz do koktajli. Jego dodatek sprawia, że potrawa staje się kremowa i pyszna. 

Przepis na śniadaniową jaglankę na mleku kokosowym z masłem orzechowym i rodzynkami.


Składniki (dwie porcje):

1 filiżanka kaszy jaglanej

2,5 filiżanki mleka kokosowego

2 łyżki dobrej jakości masła orzechowego arachidowego (100% bez żadnych dodatków)

1 łyżka rodzynek (lub więcej, jeśli lubisz)


Wykonanie:

Odmierz kaszę i wsyp na gęste sitko. Płucz pod bieżącą, letnią wodą tak długo, aż woda wypływającą spod sitka przestanie być mętna. Przełóż wypłukaną kaszę do garnka, dodaj mleko kokosowe i doprowadź do wrzenia. Gdy kasza zacznie się gotować, zmniejsz moc palnika prawie do minimum, przykryj garnek pokrywką i gotuj ok. 20 minut, aż kasza całkowicie wchłonie mleko i przestanie być sypka. Ma mieć postać lepiącej się, kremowej masy. Wyłącz palnik i dodaj do kaszy masło orzechowe. Wymieszaj dokładnie, aż masa stanie się jeszcze bardziej kremowa. Dodaj rodzynki. Nie musisz ich wcześniej moczyć w gorącej wodzie, bo dodane do ciepłej kaszy, staną się miękkie i pulchne. Przełóż jaglankę do miseczek i podawaj. Możesz udekorować świeżą miętą i polać syropem z agawy lub klonowym. Jeśli lubisz, połóż na wierzchu garść sezonowych owoców. Malin, albo truskawek. Dzięki temu poziom pyszności tej prostej i zdrowej jaglanki poszybuje jeszcze wyżej.

Smacznego!







Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, udostępnij go, proszę:
Recenzje 4 doskonałych książek. 2 lekkie czytadła i 2 kryminały w czwartkowej czytelni.

Recenzje 4 doskonałych książek. 2 lekkie czytadła i 2 kryminały w czwartkowej czytelni.


 
Chciałabym, żeby książki, które wpadają mi w ręce, zawsze spełniały moje oczekiwania. Oczywiście tak nie jest i na kilka rozpoczętych książek zawsze znajdzie się jedna, czy dwie, których nie skończę. Szkoda mi czasu na czytanie czegoś, co mnie nie wciąga. Jednak zwykle daję książce i autorowi szansę 50 stron. Czasem 100.  Ale, gdy już przy setnej stronie widzę, że to pozycja nie dla mnie, porzucam ją bez żalu i zaczynam coś innego. 

Kiedyś za wszelką cenę chciałam skończyć książkę, którą zaczęłam czytać. Niepotrzebnie. Męczyłam się tylko i marnowałam czas, który mogłam poświęcić na lekturę tekstów, które naprawdę mnie wciągają. Uciekam od nudy i od nie moich klimatów. Szukam zaś tego, co lubię. A lubię różnorodność. W zależności od nastroju czytam lekkie powieści, a także kryminały, nie tylko szwedzkie. Autorów japońskich, na czele z moim ulubionym Murakamim oraz wszelkiej maści poradniki o życiu, psychologii i człowieku. 

Jeśli akurat masz ochotę sobie poczytać, a nie wiesz, co mogłoby Ci się spodobać, to dziś polecam Ci 4 książki, które mnie bardzo się podobały. 2 lekkie czytadła i 2 kryminały. Wciągające i trzymające przy sobie od pierwszej do ostatniej strony. 

Księgarnia spełnionych marzeń - Katarina Bivald. Czytadło lekkie, ale pięknie mówiące o życiu.


Ta książka jest o książkach. Oczywiście mamy tu głównych i dalszych bohaterów, ale to książki są nicią, która wszystko i wszystkich łączy. Sara uwielbia czytać. Mieszka w Szwecji i nigdy dotąd jej nie opuściła. Jest trochę zakompleksiona i woli książki od towarzystwa innych ludzi. Nawiązuje korespondencyjną przyjaźń ze starszą od siebie Amy, która mieszka w prowincjonalnym, amerykańskim miasteczku. W swoich listach bohaterki wymieniają się uwagami na temat przeczytanych książek, ale nie tylko. Amy bowiem, dokładnie opisuje Sarze swoje miasteczko i żyjących w niej ludzi. Na podstawie tych listów Sara bardzo dobrze poznaje wszystkich mieszkańców. 

Pewnego dnia Amy zaprasza Sarę do siebie i ... umiera. Sara nigdy nie była za granicą, a co dopiero za oceanem. Podejmuje jednak, najbardziej chyba szaleńczą, decyzję w swoim życiu i odpowiada na zaproszenie. Dociera do małego, prowincjonalnego miasteczka tuż po pogrzebie Amy, nie wiedząc nawet, że jej korespondencyjna przyjaciółka nie żyje. I tu, tak naprawdę, wszystko dla Sary się zaczyna. Dom Amy, pełen książek. Jej sąsiedzi, ze swoimi wadami i zaletami. Pusty lokal, w którym kiedyś był sklep i w którym Sara postanawia otworzyć księgarnię. Przystojny mężczyzna, pozornie tylko nie zainteresowany bliższą znajomością. Turystyczna wiza Sary, której termin nieubłaganie zbliża się ku końcowi. 

Czy Sara wróci do Szwecji, czy zostanie w nowym miejscu, musicie przekonać się sami, czytając tę magiczną opowieść. Jest tu mnóstwo ciepła i optymizmu. I nie jeden dowód na to, że życie ma dla nas czasami zaskakujące plany.    

Wyśnione życie - Cynthia Swanson. Czytadło, ale wcale nie tak lekkie, na jakie wygląda.


Tę książkę czytało mi się doskonale od pierwszej do ostatniej strony. Jest to pozycja lekka w czytaniu, ale ciężka od emocji. Główna bohaterka, Kitty, jest współwłaścicielką księgarni (i znowu książki w książce). Wiedzie samotne życie singielki i czasami wspomina mężczyznę, z którym umówiła się niegdyś na randkę, do której w ostateczności nie doszło. Sądzi, że została wystawiona do wiatru, a na wspomnienie tamtego męskiego głosu, wciąż robi jej się ciepło wokół serca. 

Życie Kitty nie jest wcale takie nieciekawe, jak się wydaje, kobieta ma bowiem pasjonujące sny. Gdy zaśnie, przenosi się do swojego alternatywnego świata, w którym na imię ma Katharyn. Ma też piękny dom, dzieci i wspaniałego męża. Sny o tym drugim życiu zaczynają pojawiać się coraz częściej i są coraz bardziej realistyczne. Świat w nich przedstawiony nie jest jednak tak piękny, jak na początku myślała Kitty. Zaczyna też wydawać się bardziej realny od tego, w którym żyje. 

Ta książka to historia o tym, że w życiu nic nie jest proste, że za wszystko płacimy jakąś cenę i, że szczęście niejednokrotnie przeplata się z dramatem. To także historia o sile płynącej z miłości i o konsekwencjach wyborów, jakich dokonujemy. Jeśli chcecie przekonać się, który świat, Kitty, czy Katharyn jest prawdziwy, sięgnijcie po tę książkę.  
  

Na szlaku trumien - Peter May. Kryminał z pięknym krajobrazem w tle.


Peter May, autor trylogii "Wyspa Lewis", powraca do miejsc przedstawionych w swoich poprzednich powieściach. Hybrydy Zewnętrzne, piękne szkockie wyspy o surowym, wietrznym klimacie. Poznajemy Neala, który budzi się na plaży, wyrzucony przez morze i nie wie, kim jest. Utrata pamięci nie jest jednak jego jedynym problemem, zostaje bowiem oskarżony o morderstwo. Ktoś zatarł wszelkie ślady po tym, że Neal w ogóle istniał, a on sam skłania się ku myśli, że może faktycznie popełnił morderstwo. 

Fabuła tej książki jest naprawdę zgrabnie skonstruowana, ciekawa i trzymająca w napięciu. Jak wszystkie książki tego autora, ta również bardzo mnie wciągnęła. Morderstwo to jedynie tło tej powieści. Jest tu także nastolatka próbująca rozwikłać tajemnicę samobójczej śmierci swojego ojca. Jest wielki koncern, stawiający swoje interesy ponad życiem człowieka. Jest w końcu, modny obecnie, wątek pszczół i ich wpływu na dalsze być, albo nie być człowieka na ziemi. 

Zagadka tożsamości Neala rozwiązuje się powoli, ale skutecznie. A gdy pogoń za własnym ja dobiegnie końca, bohater wyjdzie z niej już, jako zupełnie inny człowiek.  

 

Maestro z Sankt Petersburga - Camilla Grebe, Paul Leander Engström. Rosyjskie klimaty i kryminalna intryga w jednej książce.


Camilla Grebe jest mi znana, jako autorka świetnych szwedzkich kryminałów. Pisze zarówno sama, jak i w duecie ze swoją siostrą. Maestro z Sankt Petersburga to powieść napisana także w duecie. Tym razem ze Szwedem, znawcą Rosji. Jest to pierwsza część trylogii "Mroczna Moskwa". W tej chwili czytam właśnie drugą jej część i od razu mówię, że jest równie dobra. 

Książka ta, to niezwykłe połączenie klimatu Szwecji i Rosji. Coś, czego dotychczas nie spotkałam. Bohaterem jest Tom, szwedzki specjalista od finansów, który wiedzie w Rosji typowe, przeciętne życie. Wyjechał ze swojego ojczystego kraju po tragedii, której był sprawcą i nie kontaktuje się ze swoją rodziną. Jego życie zmienia się całkowicie, gdy w Rosji zostaje zamordowany jego najlepszy przyjaciel. Giną kolejne, bliskie mu osoby i Tom zdaje sobie sprawę z tego, że jego życie również jest zagrożone. 

Kryminał "Maestro z Sankt Petersburga" to mocny i brutalny portret życia w Rosji, naznaczonej korupcją i przemocą. Rosji, w której życie ludzkie nie ma żadnego znaczenia, jeśli w grę wchodzą władza i pieniądze. Dążąc do rozwikłania tajemnicy śmierci swojego przyjaciela, Tom wiele straci, ale też zyska to, co bardzo cenne. Nowego przyjaciela i nowego członka rodziny, za którą tęskni. Przeczytaj, jeśli lubisz kryminały. Myślę, że się nie zawiedziesz. 


Może być tak, że wśród dzisiejszych moich poleceń nie znajdujesz niczego ciekawego dla siebie. Bo akurat ani lekkie powieści, takie zwykłe czytadła, ani autorzy kryminałów do Ciebie nie przemawiają. Zajrzyj więc do poprzednich odsłon czwartkowej czytelni. Być może tam znajdziesz jakieś inspirujące książki.  


A tymczasem do napisania!




Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, udostępnij go, proszę:
Mój roczny post zakupowy, czyli o tym, że przestałam kupować ciuchy. Zmagania minimalistki.

Mój roczny post zakupowy, czyli o tym, że przestałam kupować ciuchy. Zmagania minimalistki.

jak przestałam kupowac ciuchy

Odkąd zaczęłam zarabiać tyle, że stać było mnie na robienie zakupów innych, niż tylko zaspokajające podstawowe potrzeby, uważałam kupowanie nowych ubrań za coś tak zwyczajnego, jak oddychanie. Chodzenie po sklepach dla zabicia czasu. Żeby zobaczyć, co jest nowego. Jak wygląda wystawa w jednym, czy drugim sklepie. Co się zmieniło od wczoraj. W sumie nawet nie było to dla mnie jakąś wyjątkową przyjemnością, jednak robiłam to i kupowałam. Wciąż kupowałam sobie coś nowego. To poprawiało mi humor. Czułam się dobrze i wyjątkowo. Uważałam, że skoro mam pieniądze, skoro zarabiam, spędzam w pracy tyle godzin, to należy mi się to kupowanie. Gdy dziś pomyślę, ile pieniędzy zmarnowałam, to dostaję gęsiej skórki. 

Rok temu, kiedy postanowiłam porzucić moją lukratywną posadę w jednej z największych korporacji w stolicy, zmieniło się w moim życiu wiele. Także moje podejście do kupowania nowych ubrań. W tym czasie zachwyciłam się minimalizmem i chciałam bardziej być, niż mieć. Nałożyłam sobie więc post zakupowy, który trwa do dziś i była to jedna z lepszych moich decyzji.

Dlaczego kupujesz?


Firmy produkujące ubrania wydają krocie na kampanie reklamowe. Sztab ludzi siedzi i wymyśla coraz to nowe techniki zachęcenia Cię do kupowania. Inaczej wszystkie te ciuchy, wyprodukowane z lichych materiałów, z krzywymi szwami, nigdy by się nie sprzedały. Bo tak naprawdę, ani Ty, ani ja, nie potrzebujemy kilkunastu par spodni, butów, czy marynarek. Przecież i tak we wszystkich nie chodzimy. 

W każdej przepełnionej szafie doskonale sprawdza się reguła pareto. Przez 80% czasu nosisz 20% swoich ubrań. Reszta to rzeczy przeznaczone na specjalne okazje, albo te, których nigdy nie założysz. Masz je dlatego, bo ładnie wyglądały wisząc w sklepie. Albo akurat była promocja i to taka okazja, że grzech przejść obok niej obojętnie. Albo, ponieważ koleżanka miała coś, co Ci się spodobało, chociaż masz inny typ urody i dana rzecz w ogóle do Ciebie nie pasuje. 

Kupujesz, bo ktoś postanowił, że masz kupować. Ktoś pracuje nad tym, żeby pokazać Ci masę nowych ciuchów i wmówić Ci, że ich potrzebujesz. Jeśli w to uwierzysz, a ja wierzyłam w to przez wiele lat, Twoja szafa zawsze będzie pełna, portfel pusty, a i tak codziennie rano zadasz sobie to samo pytanie. W co ja, do cholery, mam się dzisiaj ubrać? 
 

Jak pozbyć się niechcianych ubrań.


Pomyśl o regule pareto, o której wspomniałam wyżej. Przez 80% czasu nosisz 20% swoich ubrań. A co, gdyby pozbyć się tych 80% nienoszonych ciuchów, upchniętych w każdym zakamarku szafy? Co, gdyby zostawić te 20% i każdego dnia móc się ubrać szybko, sprawnie, wygodnie i elegancko? No po prostu raj, Panie, Panowie. 

Nie jest to jednak takie proste, jak się wydaje. Chociaż, jeśli już wiesz od czego zacząć, to połowa sukcesu. Ja zrobiłam to tak, że chowałam do walizki każdą rzecz, której nie chciałam nosić. Bo za ciasna. Niewygodna. Kolor nie taki. Fason nie dla mnie. Nie wyrzucałam, tylko chowałam. Po pewnym czasie, wróciłam do tych ciuchów i w prawie wszystkich przypadkach stwierdziłam, że z całą pewnością nie chcę ich nosić. Wtedy zaczęłam oddawać rzeczy na zbiórki organizowane przez różne instytucje, czy fundacje. Jestem wygodna, więc nie chciałoby mi się z tymi tobołami gdzieś jeździć, szukać, komu by tu oddać zbędne ubrania. Gdy ktoś chce ode mnie zabrać niepotrzebne rzeczy prosto z domu, to z tego korzystam. Zanim jeszcze odeszłam z korporacji, udało mi się uczestniczyć tam w wymianie ciuchowej i wtedy też wielu rzeczy się pozbyłam. 

Sposobów na pozbycie się nienoszonych ubrań jest wiele i musisz wybrać dla siebie ten, który najbardziej Ci odpowiada. Tak, żeby był zgodny z Twoimi wartościami. A jak już tego dokonasz, przyjdzie czas na kolejny krok. Na post zakupowy, który sprawi, że zachowasz swoją przejrzystą szafę na dłużej.


 Jak przejść na post zakupowy i przestać kupować nowe ubrania.


Gdy już pozbyłam się dużej części niechcianych ubrań, postanowiłam przestać kupować nowe ciuchy. Skoro już mam mniej i dzięki temu szafę jakby mniej skomplikowaną, to nie ma co jej ponownie zagracić. Miałam łatwiej o tyle, że, gdy rok temu postanowiłam rozkręcić własny biznes, to i pieniądze zaczęły mieć dla mnie inną wartość. Skończyła się comiesięczna pensja, a wszystkie posiadane środki chciałam inwestować w rozwój mojego sklepu. Odcięłam się od pieniędzy i zwyczajnie nie miałam za co kupować ciuchów. To był idealny czas, żeby zmienić nawyki zakupowe i zacząć w końcu nosić to, co mam. Post zakupowy idealnie wpisał się w moją ówczesną sytuację i jestem dumna z tego, że trwa do dziś.

Prawdopodobnie masz zupełnie inną sytuację życiową, niż ja i nie porzucisz pracy po to, by przejść na roczny post zakupowy. Możesz jednak z pełną świadomością go sobie nałożyć i przestać kupować. 

Może zmotywuje Cię to, że możesz mieć kilka sztuk wygodnych ubrań i co rano jeden problem z głowy. Wstajesz i ubierasz się w coś wygodnego, co widzisz, jak wisi na wieszaku, a nie leży zmięte na dnie szuflady. 

Albo, może docenisz fakt, że masz mało rzeczy, ale za to doskonałej jakości, w odpowiednich kolorach i wszystkie do siebie pasują. 

Jeśli jednak jesteś typem, który potrzebuje kopa w tyłek, bo zwykła motywacja na Ciebie nie działa, to spróbuj wykonać następujące ćwiczenie. Przez dwa tygodnie zachowuj się pod względem zakupowym tak, jak dotychczas. Czyli chodź sobie po sklepach i patrz, co by tu kupić. Wybierz daną rzecz, którą chcesz mieć, ale nie kupuj (okej, trochę silnej woli to wymaga). Po powrocie do domu odłóż równowartość ceny ciuchów, z których świadomie zrezygnowałeś. Może to być skarbonka, koperta, cokolwiek. Po dwóch tygodniach zobacz, ile pieniędzy masz odłożonych. To może być spora kwota, która Cię zaskoczy. Przeznacz ją na coś przyjemnego, ale nie na nowe ubrania. Kurs fotografii. Wyjazd nad morze. Skok ze spadochronem. Zwiedzanie Paryża. Coś, co sprawi Ci przyjemność, ale będzie doświadczeniem, a nie posiadaniem. 

Bo o to właśnie chodzi w minimalizmie i w poście zakupowym, który jest jego częścią. Żeby poczuć życie. Nie potrzebujesz do tego magazynu z ciuchami. Potrzebujesz jednej pary jeansów i pary wygodnych butów.   

Jak teraz radzę sobie z zakupami.


Minął już rok, a mój post zakupowy trwa nadal. Przyzwyczaiłam się do tego, że nie chodzę po sklepach. Ten czas przeznaczam na realizowanie moich pasji. Wciąż mam dość ciuchów i nie potrzebuję nowych. Gdy czegoś naprawdę będę potrzebowała, kupię. Ale będzie to realna potrzeba, a nie zachcianka, albo nagroda za siedzenie w pracy, której nie lubię. 

Polecam i Tobie podobny post zakupowy. Może nie od razu roczny. Jeśli dużo kupujesz, to będzie zbyt ekstremalne podejście i nie zakończy się sukcesem. Spróbuj przez tydzień, albo dwa. I koniecznie odłóż zaoszczędzone pieniądze. Zobaczysz, że zawartość tak utworzonej skarbonki bardzo Cię zaskoczy. 

mój roczny post zakupowy



minimalizm jak kupowac mniej












Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, udostępnij go, proszę:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2019 Drugie imię , Blogger