Mój roczny post zakupowy, czyli o tym, że przestałam kupować ciuchy. Zmagania minimalistki.

jak przestałam kupowac ciuchy

Odkąd zaczęłam zarabiać tyle, że stać było mnie na robienie zakupów innych, niż tylko zaspokajające podstawowe potrzeby, uważałam kupowanie nowych ubrań za coś tak zwyczajnego, jak oddychanie. Chodzenie po sklepach dla zabicia czasu. Żeby zobaczyć, co jest nowego. Jak wygląda wystawa w jednym, czy drugim sklepie. Co się zmieniło od wczoraj. W sumie nawet nie było to dla mnie jakąś wyjątkową przyjemnością, jednak robiłam to i kupowałam. Wciąż kupowałam sobie coś nowego. To poprawiało mi humor. Czułam się dobrze i wyjątkowo. Uważałam, że skoro mam pieniądze, skoro zarabiam, spędzam w pracy tyle godzin, to należy mi się to kupowanie. Gdy dziś pomyślę, ile pieniędzy zmarnowałam, to dostaję gęsiej skórki. 

Rok temu, kiedy postanowiłam porzucić moją lukratywną posadę w jednej z największych korporacji w stolicy, zmieniło się w moim życiu wiele. Także moje podejście do kupowania nowych ubrań. W tym czasie zachwyciłam się minimalizmem i chciałam bardziej być, niż mieć. Nałożyłam sobie więc post zakupowy, który trwa do dziś i była to jedna z lepszych moich decyzji.

Dlaczego kupujesz?


Firmy produkujące ubrania wydają krocie na kampanie reklamowe. Sztab ludzi siedzi i wymyśla coraz to nowe techniki zachęcenia Cię do kupowania. Inaczej wszystkie te ciuchy, wyprodukowane z lichych materiałów, z krzywymi szwami, nigdy by się nie sprzedały. Bo tak naprawdę, ani Ty, ani ja, nie potrzebujemy kilkunastu par spodni, butów, czy marynarek. Przecież i tak we wszystkich nie chodzimy. 

W każdej przepełnionej szafie doskonale sprawdza się reguła pareto. Przez 80% czasu nosisz 20% swoich ubrań. Reszta to rzeczy przeznaczone na specjalne okazje, albo te, których nigdy nie założysz. Masz je dlatego, bo ładnie wyglądały wisząc w sklepie. Albo akurat była promocja i to taka okazja, że grzech przejść obok niej obojętnie. Albo, ponieważ koleżanka miała coś, co Ci się spodobało, chociaż masz inny typ urody i dana rzecz w ogóle do Ciebie nie pasuje. 

Kupujesz, bo ktoś postanowił, że masz kupować. Ktoś pracuje nad tym, żeby pokazać Ci masę nowych ciuchów i wmówić Ci, że ich potrzebujesz. Jeśli w to uwierzysz, a ja wierzyłam w to przez wiele lat, Twoja szafa zawsze będzie pełna, portfel pusty, a i tak codziennie rano zadasz sobie to samo pytanie. W co ja, do cholery, mam się dzisiaj ubrać? 
 

Jak pozbyć się niechcianych ubrań.


Pomyśl o regule pareto, o której wspomniałam wyżej. Przez 80% czasu nosisz 20% swoich ubrań. A co, gdyby pozbyć się tych 80% nienoszonych ciuchów, upchniętych w każdym zakamarku szafy? Co, gdyby zostawić te 20% i każdego dnia móc się ubrać szybko, sprawnie, wygodnie i elegancko? No po prostu raj, Panie, Panowie. 

Nie jest to jednak takie proste, jak się wydaje. Chociaż, jeśli już wiesz od czego zacząć, to połowa sukcesu. Ja zrobiłam to tak, że chowałam do walizki każdą rzecz, której nie chciałam nosić. Bo za ciasna. Niewygodna. Kolor nie taki. Fason nie dla mnie. Nie wyrzucałam, tylko chowałam. Po pewnym czasie, wróciłam do tych ciuchów i w prawie wszystkich przypadkach stwierdziłam, że z całą pewnością nie chcę ich nosić. Wtedy zaczęłam oddawać rzeczy na zbiórki organizowane przez różne instytucje, czy fundacje. Jestem wygodna, więc nie chciałoby mi się z tymi tobołami gdzieś jeździć, szukać, komu by tu oddać zbędne ubrania. Gdy ktoś chce ode mnie zabrać niepotrzebne rzeczy prosto z domu, to z tego korzystam. Zanim jeszcze odeszłam z korporacji, udało mi się uczestniczyć tam w wymianie ciuchowej i wtedy też wielu rzeczy się pozbyłam. 

Sposobów na pozbycie się nienoszonych ubrań jest wiele i musisz wybrać dla siebie ten, który najbardziej Ci odpowiada. Tak, żeby był zgodny z Twoimi wartościami. A jak już tego dokonasz, przyjdzie czas na kolejny krok. Na post zakupowy, który sprawi, że zachowasz swoją przejrzystą szafę na dłużej.


 Jak przejść na post zakupowy i przestać kupować nowe ubrania.


Gdy już pozbyłam się dużej części niechcianych ubrań, postanowiłam przestać kupować nowe ciuchy. Skoro już mam mniej i dzięki temu szafę jakby mniej skomplikowaną, to nie ma co jej ponownie zagracić. Miałam łatwiej o tyle, że, gdy rok temu postanowiłam rozkręcić własny biznes, to i pieniądze zaczęły mieć dla mnie inną wartość. Skończyła się comiesięczna pensja, a wszystkie posiadane środki chciałam inwestować w rozwój mojego sklepu. Odcięłam się od pieniędzy i zwyczajnie nie miałam za co kupować ciuchów. To był idealny czas, żeby zmienić nawyki zakupowe i zacząć w końcu nosić to, co mam. Post zakupowy idealnie wpisał się w moją ówczesną sytuację i jestem dumna z tego, że trwa do dziś.

Prawdopodobnie masz zupełnie inną sytuację życiową, niż ja i nie porzucisz pracy po to, by przejść na roczny post zakupowy. Możesz jednak z pełną świadomością go sobie nałożyć i przestać kupować. 

Może zmotywuje Cię to, że możesz mieć kilka sztuk wygodnych ubrań i co rano jeden problem z głowy. Wstajesz i ubierasz się w coś wygodnego, co widzisz, jak wisi na wieszaku, a nie leży zmięte na dnie szuflady. 

Albo, może docenisz fakt, że masz mało rzeczy, ale za to doskonałej jakości, w odpowiednich kolorach i wszystkie do siebie pasują. 

Jeśli jednak jesteś typem, który potrzebuje kopa w tyłek, bo zwykła motywacja na Ciebie nie działa, to spróbuj wykonać następujące ćwiczenie. Przez dwa tygodnie zachowuj się pod względem zakupowym tak, jak dotychczas. Czyli chodź sobie po sklepach i patrz, co by tu kupić. Wybierz daną rzecz, którą chcesz mieć, ale nie kupuj (okej, trochę silnej woli to wymaga). Po powrocie do domu odłóż równowartość ceny ciuchów, z których świadomie zrezygnowałeś. Może to być skarbonka, koperta, cokolwiek. Po dwóch tygodniach zobacz, ile pieniędzy masz odłożonych. To może być spora kwota, która Cię zaskoczy. Przeznacz ją na coś przyjemnego, ale nie na nowe ubrania. Kurs fotografii. Wyjazd nad morze. Skok ze spadochronem. Zwiedzanie Paryża. Coś, co sprawi Ci przyjemność, ale będzie doświadczeniem, a nie posiadaniem. 

Bo o to właśnie chodzi w minimalizmie i w poście zakupowym, który jest jego częścią. Żeby poczuć życie. Nie potrzebujesz do tego magazynu z ciuchami. Potrzebujesz jednej pary jeansów i pary wygodnych butów.   

Jak teraz radzę sobie z zakupami.


Minął już rok, a mój post zakupowy trwa nadal. Przyzwyczaiłam się do tego, że nie chodzę po sklepach. Ten czas przeznaczam na realizowanie moich pasji. Wciąż mam dość ciuchów i nie potrzebuję nowych. Gdy czegoś naprawdę będę potrzebowała, kupię. Ale będzie to realna potrzeba, a nie zachcianka, albo nagroda za siedzenie w pracy, której nie lubię. 

Polecam i Tobie podobny post zakupowy. Może nie od razu roczny. Jeśli dużo kupujesz, to będzie zbyt ekstremalne podejście i nie zakończy się sukcesem. Spróbuj przez tydzień, albo dwa. I koniecznie odłóż zaoszczędzone pieniądze. Zobaczysz, że zawartość tak utworzonej skarbonki bardzo Cię zaskoczy. 

mój roczny post zakupowy



minimalizm jak kupowac mniej












Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, udostępnij go, proszę:

2 komentarze:

  1. Gratuluję samodyscypliny! Jeśli chodzi o ciuchy, minimalistką byłam od zawsze. Kupowałam i kupuję to, co jest mi rzeczywiście potrzebne i w czym czuję się dobrze. Dzięki temu moja szafa nie pęka w szwach. Przez ostatnie lata staram się nabywać ubrania lepszej jakości, co niekoniecznie oznacza drożyznę. Na pranie mózgu wszechobecnymi reklamami podatna nie jestem. Jeżeli próbuje mi się wbić do głowy, że koniecznie muszę jakąś rzecz mieć, przechodzę obok tego obojętnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Ta samodyscyplina przyszła z wiekiem :) Wcześniej sporo pieniędzy zmarnowałam na ciuchy, których i tak nie nosiłam.
      Teraz też stawiam na jakość i faktycznie, to, co trwałe, wcale nie musi być drogie. Trzeba być tylko uważniejszym i bardziej cierpliwym poszukiwaczem.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2019 Drugie imię , Blogger