Jak stać się lepszą wersją siebie. I czy warto do tego dążyć.



Dużą część życia poświęciłam na pielęgnowanie niezadowolenia z siebie. Można powiedzieć, że zęby na tym zjadłam i stałam się specjalistką od zauważania swoich niedoskonałości fizycznych i psychicznych. Jak mantrę potrafiłam powtórzyć, zbudzona w środku nocy: grube uda, rzadkie włosy, małe cycki. Do tego moja introwertyczna natura powodowała, że nie spędzałam w tak zwanym towarzystwie zbyt dużo czasu. Stawiałam bowiem przebywanie w zaciszu własnego domu ponad towarzystwo znajomych. Czyli dziwak jakiś i za wszelką cenę powinnam dążyć do zdecydowanej zmiany wewnątrz i na zewnątrz. Zmienić się, żeby sprostać wymaganiom innych. Po wielu latach dopiero dotarło do mnie, że taka po prostu jestem i że to właśnie jest prawdziwa wersja mnie. Wersja, która być może komuś wyda się nieco dziwaczna, ale to właśnie ja.


Mój najsurowszy krytyk mieszka we mnie.


Osiągnięcie stanu akceptacji i miłości do siebie to jedno z najtrudniejszych zadań, przed jakimi stanęłam. Żyjemy w kulturze nierealnego piękna, niedoścignionego życia przedstawionego na zdjęciach w mediach społecznościowych. Nieustannie porównujemy się z innymi. Ze znajomymi, z sąsiadami, czy z tymi, których widzimy w ich nierealnym, ale wirtualnym życiu w sieci. Wpędza nas to w niesamowite kompleksy. Wydaje się nam, że nie jesteśmy dość dobrzy, bo inni mają ładniejsze domy, szczuplejsze ciała, motywację do prowadzenia zdrowego trybu  życia. A nam tego wszystkiego brakuje. Jesteśmy dla siebie najbardziej surowymi krytykami. Nawet największy wróg nie oceni nas tak negatywnie, jak my oceniamy siebie. Dlaczego to robimy? Niejednokrotnie zadawałam sobie to pytanie, ale wiesz co? Już przestałam. Bo uświadamianie sobie wciąż i wciąż od nowa, że to rodzina, środowisko, uwarunkowania genetyczne tak mnie ukształtowały, że nie wierzę w siebie i wciąż jestem swoim największym krytykiem, nie przynosi mi ani wewnętrznego wyzwolenia, ani nie motywuje do zmiany. Faktycznie tak jest, że osoby, które nas wychowały i środowisko, w którym dorastaliśmy, mieli wpływ na to, jacy jesteśmy. Ale co mi po tej wiedzy? Dziś jedyne co mogę zrobić, to wziąć sprawy w swoje ręce, rozwijać się wewnętrznie, dbać o siebie i próbować walczyć ze swoimi słabościami. Wychodzić poza swoją strefę komfortu, próbować nowych rzeczy, które mnie kształtują i są zgodne z moimi wartościami. Zmiana przyjdzie prędzej, czy później. Natomiast biadolenie, że dorastałam w ciężkich czasach i teraz jestem taka, czy inna, to użalanie się nad sobą, które w niczym nie pomaga. Krytykowanie siebie za to, jaka jestem, tylko obniża poczucie własnej wartości. Będąc lepszą wersją siebie, a nie ideałem, jakich pełno w instagramowym świecie, rozwijam się i realizuję swoje cele w wewnętrznej wolności. Lepsza wersja mnie to osoba, która stara się akceptować swoje niedoskonałości i pokonywać ograniczenia. We własnym tempie i tylko dla siebie, nie dla innych. 


Rozwijaj się mądrze.


Własny rozwój jest nieodłączną częścią naszego życia. Cały czas się rozwijamy, nawet, gdy tego specjalnie nie planujemy. Życie stawia przed nami nowe wyzwania, które nas zmieniają i kształtują. Warto jednak od czasu do czasu wejść w ten proces nieco bardziej świadomie. Można wybrać jakąś cechę charakteru i nad nią pracować. Można znaleźć jeden aspekt życia i próbować go zmienić na bardziej satysfakcjonujący. Można także bardziej kompleksowo przyglądać się sobie i świadomie budować własną samoakceptację. Najważniejsze jednak, aby robić to dla siebie, a nie dla innych. Zgodnie ze swoimi wartościami, a nie tym, co sądzą inni. Zawsze zaskakuje mnie to, ile inne osoby mają do powiedzenia na temat tego, co jest dobre dla mnie, co powinnam, a czego nie, na czym mam się skupić i co robić ze swoim życiem. Nie daję się wciągnąć w takie rozważania. Słucham jednym uchem, drugim wypuszczam, bo dość dobrze znam siebie i wiem o sobie to, czego te osoby nawet nie podejrzewają. Nie pozwalam, żeby to niszczyło moje poczucie własnej wartości, które z takim bólem buduję całe życie. Wszystkim wiedzącym lepiej mówię w swojej głowie stanowcze "nie". Oczywiście nie oznacza to, że nie korzystam z rad innych osób. Nie zrozum mnie źle. Cenię sobie zdanie innych i czerpię z niego, jeśli tego potrzebuję. Jednak nie mam zamiaru żyć według czyichś zasad, bo to nie są zasady moje i przeznaczone dla mnie. Rozwój wewnętrzny będzie skuteczny tylko wtedy, gdy nastąpi na moich warunkach i będzie zgodny z moimi wartościami. Każdy z nas potrzebuje czegoś innego. Jeden medytacji, drugi terapii, trzeci zwykłego relaksu z pomocną książką. Kluczem jest znalezienie własnej drogi rozwoju. Potem już idzie z górki.


Lepsza, czy najlepsza wersja mnie?


Zrozumienie tego, jaka jestem i czego tak naprawdę potrzebuję oraz oczekuję od życia, zajęło mi dużo czasu. Błąkałam się po bezdrożach mojego wnętrza, próbowałam zadowalać innych, aż dotarłam do takiego wyobrażenia mnie samej, do którego chcę dążyć. To jestem ja, jaką chciałabym siebie widzieć. I to wyobrażenie nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, jak chcieliby widzieć mnie inni. Wiem, jaka jest najlepsza wersja mnie i każdego dnia staram się do tego ideału zmierzać. Zrobić coś wartościowego dla siebie, rozwinąć nową umiejętność, pokonać jeden z moich lęków, zrobić choć mały krok w stronę, w którą dotąd nawet nie odważyłam się spojrzeć. Ten rozwój to proces na całe życie. Jeśli byłabym w stanie stać się tą najlepszą wersją mnie już dziś, w tej chwili, to jak mogłabym zmieniać się na lepsze każdego dnia? Jak miałabym szansę się rozwijać? Najlepsza wersja mnie, to wersja z wyobraźni, a dążenie do niej, to stawanie się troszeczkę tylko lepszą wersją mnie każdego dnia. 










Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, udostępnij go, proszę:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2019 Drugie imię , Blogger