Więcej warzyw na talerzu. Czyli nietolerancje pokarmowe oraz jak zostałam swoim własnym dietetykiem.

nietolerancje-pokarmowe


Brak energii i notoryczne zmęczenie, to objawy, które obserwuję u coraz większej liczby osób. Sama też zmagam się z tym problemem i uważam, że odpowiedzialność za pogarszającą się naszą kondycję fizyczną i psychiczną ponosi to, co mamy na talerzu. Do tego pozycja siedząca przez większą część dnia, brak ruchu i jest gotowy przepis na schorowane społeczeństwo, któremu nic się nie chce. Nie ignoruj sygnałów, jakie daje Ci Twoje ciało. Jeśli odczuwasz zmęczenie zaraz po wstaniu z łóżka i w ciągu dnia wydaje Ci się, że nie masz na nic siły, pomyśl o swojej diecie. O tym co jesz i czy poprzez jedzenie wspierasz swój organizm, czy go osłabiasz.

 

 

Jesz, żeby żyć, czy żyjesz, żeby jeść?


Jest takie powiedzenie, uważam, że trafne. "Jesteś tym, co jesz". Sposób odżywiania ma podstawowy wpływ na kondycję naszego organizmu i na to, jak się czujemy. Czy mamy w sobie dość energii, czy jesteśmy przemęczeni. To, co jemy, może albo niszczyć nasz organizm, albo go wspierać i utrzymywać w dobrej formie. Jedzenie w dzisiejszych czasach straciło status pokarmu. Jemy więcej, niż potrzebujemy, do tego mnóstwo jadzenia marnujemy. Jemy, bo się nudzimy, albo, żeby się pocieszyć po ciężkim dniu w pracy. Wydajemy zbyt dużo na jedzenie, a w rezultacie i tak jesteśmy niedożywieni. Brakuje nam wigoru i siły do stawiania czoła codziennym wyzwaniom. Czujemy się ospali i przemęczeni. Mamy niedobory witamin i mikroelementów. Latami pracujemy na nasze złe samopoczucie, a potem sądzimy, że jeden zdrowy posiłek pomoże nam odzyskać zdrowie. Niestety tak nie jest. Jedna dieta nie załatwi nam zdrowia, jeden posiłek nie sprawi, że poczujemy się lepiej. Chociaż mniej żywności przetworzonej, mięsa i słodyczy, a za to więcej warzyw na talerzu, to droga, którą należy rozważyć.

Zrozumienie tego, że na moje samopoczucie bezpośredni wpływ ma to, co jem, zajęło mi dużo czasu. Moje, przeciągające się, chroniczne zmęczenie, zrzucałam na karb wielu obowiązków i braku czasu. Sądziłam, że coś jest ze mną nie tak, skoro żyję jak inni, pracuję, wychowuję dzieci, mam swoje obowiązki, a wciąż czuję się osłabiona. Defekt jakiś wrodzony, czy co? Inni też żyją w pędzie, a jednak mają więcej siły. Porównywanie się z innymi, to najgorsza rzecz, jaką mogłam sobie zafundować. Bo przecież każdy jest inny, ma inne geny, inną wydolność organizmu, co innego mu służy, a co innego szkodzi.

 

 

Nietolerancje pokarmowe i testy, na które mnie nie stać.


Wiedza o tym, jakie pokarmy powinniśmy spożywać, by czuć się dobrze i zachować zdrowie, wcale nie jest taka prosta do pozyskania, jak to się wydaje. Alergie pokarmowe stosunkowo łatwo wykryć. Testy na nie są ogólnie dostępne i miarodajne. Jeśli jednak w grę wchodzą nietolerancje pokarmowe, sprawa nie jest taka prosta. Niestety, wówczas szkodliwość poszczególnych produktów jest trudna do wychwycenia. A spożywanie przez lata tego, czego nasz organizm nie toleruje, może nam wyrządzić sporą szkodę.

Ja rozpoczęłam od całkowitego wykluczenia alergii, bo to jest najprostsze i już daje jakąś wiedzę o sobie. Poddałam się testom na wykrycie alergenów IgE, IgA i IgG. Są to przeciwciała występujące w ludzkim organizmie, z których każdy ma zdolność wykrywania określonego rodzaju antygenów, tj. czynników wywołujących alergię oraz reagowania na nie. IgE wyklucza dodatkowo zakażenia pasożytnicze. Testy te potwierdziły, że nie mam alergii na podstawowe produkty żywnościowe, jak mleko, czy jajka, nie jestem też uczulona na gluten.

Kolejnym krokiem, jaki powinnam zrobić, jest poddanie się badaniom wykluczającym nietolerancje pokarmowe. Ale to już wyższa szkoła jazdy. Rozważam, czy w ogóle je robić, głównie ze względu na wysokie koszty. A jeśli tak, to co wybrać? Czy podstawowe badania na nietolerancje, tzw. panel pokarmowy, czy (wyższy level) badania genetyczne, określające genotyp i wskazujące, jakie pokarmy mi służą, a jakie nie. Koszt takich badań kształtuje się w granicach od kilkuset do tysiąca kilkuset zł, więc muszę to sobie dobrze przemyśleć i ewentualnie zebrać fundusze.


Jak zostałam swoim własnym dietetykiem.


Zanim będę bardzo bogata i stać mnie będzie na opłacenie testów na nietolerancje pokarmowe, postanowiłam, że zostanę swoim własnym dietetykiem i drogą sprawdzania i eliminacji dojdę do optymalnej dla mnie diety. Jest to proces długotrwały i wymaga sporo pracy, ale warto go przeprowadzić. Mamy jedno życie i nasze zdrowie jest w naszych rękach. Przede wszystkim mamy wpływ na to, co jemy. Mimo, że w moim przypadku badanie nie wykazało alergii na gluten, ja wiem, że jest to składnik, który mi nie służy. Czuję się po nim źle, mam nabrzmiały brzuch, niemal puchnę. Co więcej, gdy w dłuższym okresie czasu serwuję sobie bułeczki pszenne i makarony, staję się ospała i notorycznie przemęczona. Wystarczy jednak, że stosuję dietę bezglutenową solidnie przez kilka miesięcy, a odzyskuję siły, nie męczę się tak szybko i moja skóra odzyskuje gładkość. To jest najlepsze, że brak glutenu w moim organizmie ma bezpośredni wpływ na zmniejszenie np. cellulitu. Rozumiesz, o czym mówię? Gładszy tyłek w pewnym wieku wart jest takiego poświęcenia.

Tak więc staram się jeść zdrowo i nie przejadać się. Uczucie pewnego niedosytu po skończonym posiłku, to stan, do którego dążę. Zdecydowanie lepiej czuję się, gdy jem mniej. Ograniczam mięso, dbam o to, żeby mieć więcej warzyw na talerzu. Jem dobrej jakości kasze. O mojej miłości do kaszy jaglanej pisałam tutaj. A co z białkiem, może ktoś zapytać. Otóż mięso hoduje się dziś w sposób, który nie zapewnia zdrowego produktu końcowego. W efekcie na talerzu mogą znaleźć się, oprócz białka, o które głównie nam chodzi, również antybiotyki, hormony i inne produkty uboczne paszy, jaką żywione było zwierzę. Ja za takie komponenty dziękuję. Jeśli chcę zjeść mięso, to staram się, żeby pochodziło z chowu bez antybiotyków. Ale prawdę mówiąc, na mięso mam ochotę rzadko. Poza tym, wartościowe białko można znaleźć w produktach roślinnych i kaszach.

Jak już napisałam, zanim doszłam do tego, co powinnam jeść, żeby czuć się dobrze, lekko i mieć więcej energii, stosowałam dietę obserwacyjną i eliminacyjną. Wszystko, co jadłam, zapisywałam na liście kontrolnej moich posiłków i stąd mogłam dowiedzieć się, co mi służy, a co nie. Poniżej zostawiam Ci taką listę do pobrania. Jeśli chcesz przyjrzeć się sobie i temu, co jesz oraz sprawdzić, jakie produkty Ci nie służą, wydrukuj ją i zapisuj wszystko, co zjadasz. Notuj też swoje samopoczucie po jedzeniu. Wymaga to trochę zachodu, ale jest to jedyny sposób na ułożenie sobie diety, która jest korzystna dla naszego organizmu. Poza kosztownymi testami na nietolerancje pokarmowe, które nie każdy ma możliwość przeprowadzić. Jeśli poświęcisz trochę czasu na przyjrzenie się sobie i efektom tego, co jesz oraz swojemu samopoczuciu po jedzeniu, Twój organizm odwdzięczy Ci się bardzo szybko. Jedząc potrawy, przygotowane z produktów, które dobrze tolerujesz, odzyskasz energię do działania i siły, których, być może, bardzo Ci brakowało. 


A poniżej możesz zobaczyć, co ja miałam na talerzu w ostatnich dniach. Przepis na pyszne brownie z batata znajdziesz na FB. Jeśli jeszcze Cię tam nie było i nie jesteś fanem profilu Drugie imię, czas to zmienić :) Zapraszam!


nietolerancje-pokarmowe

nietolerancje-pokarmowe

nietolerancje-pokarmowe











Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, udostępnij go, proszę:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2019 Drugie imię , Blogger