Pokochać siebie, czyli kogo?


jak pokochac siebie



Nie ma nic lepszego, niż poczucie, że wiesz, kim naprawdę jesteś oraz to, że akceptujesz tę osobę, którą jesteś. Jeśli odkryjesz, jak pokochać siebie, to lepiej, niż jakbyś wygrał los na loterii.


Pokochać siebie, czyli ja nie jestem dość dobra, a trawa jest zawsze bardziej zielona u sąsiada. 

 

Gdy byłam bardzo młodą osobą, wszędzie widziałam krytykę, słyszałam ją w słowach innych, widziałam ją w ich oczach. Tej krytyki wcale tam nie było, a w każdym razie nie zawsze. Do mnie jednak trafiał taki wykrzywiony przekaz. Nie wierzyłam w siebie, nie ufałam sobie, dokonywałam wyborów na podstawie wyborów innych osób, bo tylko te uważałam za trafne. Własne wybory wydawały mi się nic nie warte. Zawsze czyjaś sukienka była ładniejsza, czyjś dom lepiej urządzony, czyjeś zdanie bardziej godne uwagi. Pisałam o tych odczuciach w tym miejscu.

Zawsze byłam niezadowolona z siebie. Swoje wybory analizowałam bez końca, po to, by i tak ostatecznie dojść do wniosku, że mogłam wybrać inaczej, lepiej. Że decyzja, którą podjęłam jest nic nie warta. Nie błędna, choć to także, ale nic nie warta. Ja także czułam się nic nie warta. Wydawało mi się, że moja wartość wzrośnie, gdy kupię sobie ciuchy, jakie noszą inni, wybiorę fryzurę, w której komuś jest dobrze, urządzę dom tak, jak to widziałam u kogoś. Nie było we mnie miejsca na mnie samą. Dążyłam do jakiegoś ideału, który nie istniał. Sama nawet nie byłam pewna, jak ten ideał ma wyglądać. Może tak, jak koleżanka z pracy, albo jak spotkana na przystanku osoba. O! Gdybym tak właśnie wyglądała, to z całą pewnością byłoby mi lepiej. Inni by mnie zaakceptowali i przede wszystkim sama czułabym się w końcu ze sobą dobrze. Nie miałam pojęcia, jak pokochać siebie i jak poczuć się ze sobą dobrze.


Jak poczuć się najlepszą wersją siebie i jak pokochać siebie … dla siebie, a nie dla innych. 

 

Prawda jest taka, że nie znosiłam siebie. Nie potrafiłam znaleźć takiej wersji siebie, którą bym polubiła. Wciąż szukałam, ale na darmo. Sukienka, jaką nosiła koleżanka, albo płaszcz zobaczony na kimś innym, nie czyniły mnie w moich oczach bardziej atrakcyjną, milszą, lepszą, ciekawszą osobą. Taką, którą mogłabym polubić.

Po wielu latach tej walki, która zawsze skazana była na porażkę z mojej strony, odkryłam, że ten ideał, do którego dążę, nie istnieje. Nawet jeśli kupię stos ciuchów, które noszą inni, przeczytam książki, które innym się podobają (ja zawsze lubiłam kryminały, ale przecież to takie mało inteligentne powieści), to i tak nie osiągnę czegoś, czego po prostu nie ma. Zrozumiałam, że najlepsze, co mogę zrobić, to odnaleźć siebie taką, jaką jestem naprawdę i tę właśnie osobę polubić. Dobrze poznać siebie, aby móc pokochać siebie prawdziwą.

Nie będę tu nikomu mydlić oczu, że to jest prosta sprawa. Droga do polubienie siebie zajęła mi klika lat i myślę, że jest to droga, która nigdy się nie kończy. Droga na całe życie. Odkrywać siebie oznacza bowiem nauczyć się cieszyć ze swoich dobrych stron i jednocześnie akceptować swoje słabe strony. Oznacza być dla siebie wyrozumiałym, tak jak jest się wyrozumiałym dla swojego najlepszego przyjaciela, gdy ten nawali, albo, gdy zrobi coś, co nam się nie podoba. Odkrywać siebie oznacza każdego dnia akceptować siebie trochę bardziej, dawać sobie pozwolenie na bycie dość dobrym. Nie najlepszym, bo najlepszy nie istnieje.


Najtrudniej uciszyć siebie - swojego największego krytyka. 

 

Pewien niemiecki aktor, Gerd Vespermann powiedział kiedyś: „Rzeczywiste trudności można pokonać, tylko wyimaginowane są nie do pokonania.” Mój problem, moja pogoń za najlepszą wersją mnie, która nie istnieje, nie był moim rzeczywistym problemem. Problemem było to, że nie potrafię siebie pokochać taką, jaką jestem. Dlatego moje poszukiwania zawsze skazane były na porażkę. Ja, mój najbardziej surowy krytyk, dążyłam do stanu, który zaraz krytykowałam. Szukałam kolejnego i gdy jakoś do niego dobrnęłam, znów czułam, że to nie to i ponownie poddawałam się krytyce.

W końcu, zmęczona naprawianiem siebie, jakiej nie ma, zaczęłam od najbardziej podstawowego pytania: jaka ja naprawdę jestem i jaka chcę być? Co mi się we mnie nie podoba, a co chciałabym zmienić? Co lubię, a co jest takie sobie, ale jestem w stanie to zaakceptować? Jaka jest najlepsza wersja mnie? Jaką chciałabym się widzieć i co mogę zrobić, aby się do tej wersji każdego dnia choć trochę przybliżyć?

Dopóki poszukiwałam siebie ubranej w ciuchy innych osób, czytającej książki, które lubią inni, spędzającej czas tak, jak inni to robią, dopóty nie mogłam się odnaleźć, bo takiej mnie nigdy nie było. Gdy zaś szczerze spojrzałam na siebie, na to, jaką jestem osobą, co lubię robić, jak i z kim spędzać czas, wtedy okazało się, że owszem są rzeczy, które mi się w sobie nie podobają, ale jeśli tylko zechcę, mogę je zmienić. Mogę pokochać siebie. Jednak nie dlatego, że chcę być, jak ktoś inny, ale dlatego, że z całego serca pragnę być sobą. Najlepszą wersją mnie. Dla mnie.




Może Cię zainspirować także: Proste życie, czyli kanapa, a nie kuchnia, jest sercem mojego domu.



 




Jeśli ten wpis wydał Ci się wartościowy, udostępnij go, proszę:

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2020 Drugie imię by Monika Joanna Bojanowska , Blogger